Mirosław Salwowski
msza.net
Piekło, Limbus czy Niebo? 24.05.2008

20 kwietnia 2007 roku Watykańska Międzynarodowa Komisja Teologiczna powołana do zbadania kwestii możliwości zbawienia zmarłych bez chrztu dzieci orzekła, iż „ istnieje poważny teologiczny i liturgiczny grunt dla nadziei, iż zmarłe bez chrztu dzieci będą zbawione i będą się cieszyć wizją uszczęśliwiającą” . W oświadczeniu tejże komisji stwierdzono także, iż pojęcie tzw. limbusa, jako miejsca/stanu, w którym ludzie zmarli w samym tylko grzechu pierworodnym pozostaną przez całą wieczność, było uwarunkowane „zbyt restrykcyjną wizją zbawienia” i nie do końca harmonizowało z nauką o nieskończonym Bożym miłosierdziu oraz dobroci. W kręgach tradycyjnych i konserwatywnych katolików fakt ten wzbudził mieszane uczucia. Z jednej strony przekonanie o tym, iż nieochrzczone dzieci nigdy nie będą oglądać Pana Boga w naturalny sposób uruchamia spore pokłady smutku. Z drugiej strony jednak rodzi się pytanie, jak należy potraktować silnie obecną w teologii katolickiej tezę mówiącą o tym, iż nieochrzczone dzieci po swej śmierci trafiają do tzw. limbusa? Czyżby Stolica Apostolska dała w tej kwestii zielone światło dla podważania nieomylnego i niezmiennego nauczania Kościoła? Czy mamy tu do czynienia z nieprawowiernymi wymysłami teologów? Czy można prawowicie zmodyfikować albo nawet podważyć nauczanie mówiące o limbusie?

Co jest nieomylne i niezmienne?

Mylnym jest przekonanie, iż dokładnie każdy akt Magisterium Kościoła należy do nieomylnego nauczania, a tym samym nie podlega żadnym korektom. Obok doktryny, która jest nieomylna i niezmienna, istnieje również nauczanie nie posiadające takich znamion. Nie znaczy to, iż wolno jest taką nie-nieomylną i nie-niezmienną doktryną Kościoła lekceważyć i okazywać jej nieposłuszeństwo. Oczywiście, także takiemu rodzajowi nauczania wszyscy chrześcijanie są winni wewnętrzne posłuszeństwo i uległość. Oznacza to jednak, iż owo nie-nieomylne i nie-niezmienne nauczanie może zostać skorygowane przez następnych Papieży i sobory. A jeżeli tak się stanie prawowierny katolik musi się temu podporządkować.

Historia Kościoła zna co najmniej kilka wypadków, w których takowe nauczanie jednych Papieży było korygowane i poprawiane przez następnych Wikariuszy Chrystusa. Przykładem czegoś takiego może być choćby sprawa ważności święceń udzielanych przez heretyckich biskupów. W pewnym okresie średniowiecza kilku Papieży głosiło, iż święcenia udzielane przez nieprawowiernych biskupów są nie tylko niegodne, ale również nieważne. Następni Papieże nauczali jednak, iż ważnie wyświęcony biskup, nawet, jeśli popadł w herezję, może w sposób ważny (choć nielegalny i niegodziwy) udzielać święceń kapłańskich oraz innych sakramentów. Podobnie sprawa wyglądała z nauczaniem Jana XXII, który twierdził, iż do czasu Sądu Ostatecznego nawet dusze zbawionych nie będą oglądać Pana Boga. Później jednak Papieże i Sobory jasno zdefiniowały, iż jeszcze przed Sądem Ostatecznym zbawieni dostąpią widzenia Wszechmogącego.

Tak naprawdę nie jest żadną nowością i rewolucją, iż pewne elementy nauczania Kościoła mogą podlegać późniejszym korektom i zmianom. Może się tak dziać wówczas, gdy dana doktryna nie została ujęta w formę uroczystej definicji bądź też nie miała ona powszechnego, stałego i wielowiekowego charakteru. Katolickie nauczanie mające te znamiona jest bowiem nieomylne i jako takie nie może podlegać korektom. Nie znaczy to, iż takie nauczanie nie może być pogłębiane i rozwijane. Oznacza to jednak tyle, iż jeżeli np. Pius XII ogłosił dogmat o Wniebowzięciu Najświętszej Panny Marii razem z ciałem i duszą, to nie jest już możliwe, aby następny Papież powiedział, iż Matka Boża tak naprawdę nie została Wniebowzięta. Są jednak uprawnione dalsze badania i rozstrzygnięcia w kwestiach nie objętych tą uroczystą definicją – np. to, czy Najświętsza Panna umarła czy zasnęła. Podobnie, jeżeli Magisterium Kościoła zawsze i wszędzie nauczało, iż cudzołóstwo albo morderstwo niewinnego jest – samo w sobie obrazą Pana Boga – to jest to doktryna nieomylna, nawet jeśli nie została ona ujęta w żadną uroczystą definicję. Mamy więc dwa rodzaje nauczania Kościoła: zwyczajne i nie-nieomylne (ma charakter czasowy, jest odbiciem różnych wahań i dyskusji teologicznych i dlatego też może podlegać późniejszym korektom) oraz; nieomylne (jest ujęte w formie uroczystej definicji dogmatycznej bądź też ma charakter zwyczajnego, ale zarazem powszechnego, wielowiekowego i stałego Magisterium).

Kontrowersje narosłe wokół kwestii pośmiertnego losu nieochrzczonych maleństw wynikają w dużej mierze z nieodróżniania tego co w doktrynie katolickiej należy do sfery nieomylnej i nie-nieomylnej. Często w dyskusji na ten temat mieszają się też poszczególne opinie teologiczne z oficjalnymi wypowiedziami Kościoła.

Niebo dla nieochrzczonych?

Tak naprawdę nadzieja zbawienia dla małych dzieci zmarłych bez chrztu nie jest wymysłem grupy, choćby i znamienitych teologów, ale już od kilkunastu lat stała się elementem oficjalnej doktryny katolickiej. W ogłoszonym w 1992 r. przez Jana Pawła II Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy bowiem:

Jeżeli chodzi o dzieci zmarłe bez chrztu, Kościół może tylko polecać je miłosierdziu Bożemu, jak czyni to podczas przeznaczonego dla nich obrzędu pogrzebu. Istotnie, wielkie miłosierdzie Boga, który pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i miłość Jezusa, do dzieci, która kazała Mu powiedzieć: <<Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im>> (Mk 10, 14) pozwalają nam mieć nadzieję, że istnieje jakaś droga zbawienia dla dzieci zmarłych bez chrztu” (tamże, n. 1261 – dalej KKK).

Z kolei, w encyklice „Evangelium Vitae” Jan Paweł II, w odniesieniu do dzieci zamordowanych w skutek aborcji stwierdza, iż żyją one teraz "w Bogu" (patrz, n. 99 – dalej EV), co jest jasną sugestią, iż takie dzieciątka trafiają do Nieba.

Limbus – najłagodniejsza forma piekła

Pozornie rzecz biorąc takie postawienie sprawy może dostarczać argumentów tym, którzy twierdzą, iż w nauczaniu katolickim po Soborze Watykańskim II doszło do niejednej rewolucyjnej zmiany, zaś sprawa pośmiertnego losu nieochrzczonych dzieci jest tylko jednym z tego przejawów. Prawdą jest bowiem, iż przedsoborowa doktryna i teologia katolicka raczej nie widziała dzieci zmarłych bez chrztu w Niebie. Co prawda raczej rzadko w sposób absolutny i stanowczy zamykano przed nimi drogę do Nieba, jednak bardzo często nic nie mówiono na temat jakiejkolwiek możliwości ich zbawienia. Zapomina się jednak o tym, iż tak naprawdę w Kościele katolickim nigdy nie wypracowano jasnej, jednolitej i stałej doktryny na temat pośmiertnego losu nieochrzczonych maleństw. Wiele z tego co nauczano niegdyś w Kościele na ten temat nie miało więc charakteru nieomylnego i niezmiennego, a tym samym nie powinniśmy się dziwić, iż podlega ono dziś nie tylko uzupełnieniom, ale nawet korektom.

Jedynym nieomylnym rozstrzygnięciem Kościoła w kwestii pośmiertnego losu nieochrzczonych dzieci jest orzeczenie Soboru Florenckiego, które uczy:

(dusze tych) którzy w grzechu śmiertelnym albo w samym grzechu pierworodnym umierają, zaraz schodzą do piekła, jednak nierównymi karami są dotknięte” (Denz. 693) 1 .

Choć może na pierwszy rzut oka tak się wydawać, w rzeczywistości zacytowane powyżej nieomylne orzeczenie wcale nie wyklucza, iż nieochrzczone dzieci nigdy nie wejdą do Nieba. Sobór Florencki nie precyzuje bowiem na czym, w stosunku do zmarłych w samym grzechu pierworodnym, polegać będzie kara piekła? Czy będzie to męka ognia i innych zmysłowych przykrości? Czy może jedyną karą stanowi tu brak oglądania Pana Boga? Czy kara piekielna w stosunku do ludzi umarłych tylko w grzechu pierworodnym wyklucza jakikolwiek stopień szczęśliwości czy też nie? Florentinum nie daje wreszcie odpowiedzi czy piekło odnośnie takich dusz będzie trwało wiecznie, czy może czasowo? Jedyne co tenże Sobór rozstrzygnął w tej kwestii jest stwierdzenie, iż dusze obarczone samym grzechem pierworodnym trafią do piekła, jednak ich kara nie będzie równa karze tych, którzy obrazili Boga osobiście zaciągniętym grzechem śmiertelnym. Jak widać jedyne nieomylne orzeczenie w kwestii nieochrzczonych zmarłych dzieci niewiele tu rozstrzyga, zostawiając wiele pytań i wątpliwości do rozważenia teologom oraz przyszłym Papieżom i Soborom.

Na wątpliwości, których Sobór Florencki nie rozsądził, wielu Ojców, Doktorów i Papieży próbowało odpowiadać bardzo różnie, nierzadko we wzajemnie wykluczający się sposób. I tak np. św. Augustyn, a za nim m.in. św. Fulgencjusz i Petavius twierdzili, iż zmarli w samym nieochrzczone dzieci doznają w piekle kar zmysłowych, jednak są one najłagodniejsze w porównaniu z męką, jakiej są poddawani ci, którzy umarli w stanie grzechu ciężkiego. Pogląd ten poparł Papież św. Grzegorz Wielki 2 . Za zdaniem przeciwnym byli m.in.; Piotr Lombard, św. Tomasz z Akwinu, św. Bonawentura i bł. Duns Szkot. Twierdzili oni, iż karą za grzech pierworodny jest tylko brak oglądania Pana Boga, nie zaś jakiekolwiek zmysłowe męczarnie 3 . Ostatecznie opinia ta przeważyła w nauczaniu katolickim i stała się jego oficjalną częścią. Opowiedział się za nią Papież Innocenty III, który stwierdził: „Karą grzechu pierworodnego jest brak widzenia Boga, a grzechu aktualnego jest męka wiecznej gehenny” (Denz. 410) 4 . Także bł. Pius IX w encyklice „Quanto conficiamur” uczy, iż: „Bóg (...) swej najwyższej dobroci i łaskawości nie może dopuścić, żeby ktokolwiek miał cierpieć męki wieczne, kto nie ma winy dobrowolnego grzechu” 5 . W oparciu o nauczanie zakładające, iż kara piekła dla zmarłych w samym grzechu pierworodnym nie może oznaczać wiecznych mąk, a jedynie brak oglądania Wszechmogącego, wśród teologów powstała teoria tzw. limbusa. Limbus miał być więc najłagodniejszą z możliwych wersji piekła, w której dusze nie tylko, że nie cierpią wiecznych mąk, ale cieszą się wielkim stopniem naturalnego szczęścia, a jedyną ich karą jest brak uszczęśliwiającego, nadprzyrodzonego widzenia Boga. Co prawda, taka wizja „limbusa” bardziej kojarzy nam się z przedpokojami Niebios, aniżeli z choćby najmniej surową i restrykcyjną wersją piekła, jednak jasne orzeczenie Soboru Florenckiego w tej sprawie nie pozostawia wątpliwości, iż zmarli w grzechu pierworodnym trafiają do piekła. Jedyną możliwym rozwiązaniem tej trudności może być więc tylko stwierdzenie, iż tzw. limbus jest najbardziej łagodną formą piekła. Inaczej mówiąc: jest piekłem bez ognia, mąk, widzenia szatanów, smutku, wyrzutów sumienia, za to z wielkim stopniem naturalnego szczęścia.

Do wyjaśnienia pozostało więc jeszcze pytanie; czy piekło (limbus) jest dla zmarłych w samym grzechu Adama wieczne, czy też nie jest wykluczone, iż może być ono dla nich jedynie czasowe? Niektóre z wypowiedzi kościelne mniej lub bardziej jasno zdają się twierdzić, iż również w tym wypadku mamy do czynienia z wiecznym piekłem. Papież Innocenty I uczył: „Jest nierozumnym twierdzić, iż dzieci bez łaski chrztu mogą osiągnąć nagrody życia wiecznego” 6 . Z kolei, Sykstus V w 1588 r. potępiając aborcję, jako ohydną i straszną zbrodnię stwierdził, iż zamordowane w ten sposób nienarodzone dzieci są pozbawione łaski oglądania Pana Boga. Wreszcie, Pius XII w przemówieniu na kongresie Stowarzyszenia Włoskich Katolickich Położnych, wygłoszonym 29. 10. 1954 r., deklarował: „Co dotychczas powiedzieliśmy, dotyczy troski i opieki nad życiem naturalnym, ale w większym o wiele stopniu odnosi się do życia nadprzyrodzonego, które otrzymuje nowo narodzony przez chrzest. W obecnej ekonomii Bożej nie ma innego środka, aby udzielić wspomnianego życia dziecku nie posiadającemu jeszcze użycia rozumu. Jednakże tym nie mniej stan łaski w chwili śmierci jest absolutnie konieczny do zbawienia. Bez niego niemożliwym jest osiągnięcie nadprzyrodzonego szczęścia, wizji uszczęśliwiającej Boga. Dla człowieka dorosłego do otrzymania łaski uświęcającej wystarczający jest akt miłości i uzupełnia on brak chrztu, ta droga nie jest możliwa dla dziecka nienarodzonego lub dla nowo narodzonego ...”. Cytowane wypowiedzi Piusa XII i Innocentego I mniej lub bardziej kategorycznie zdają się zamykać przed nieochrzczonymi dziećmi bramy Raju. Przytaczane wyżej orzeczenie Sykstusa V niekoniecznie musi być jednak interpretowane w ten sposób. Stwierdzenie bowiem, iż ofiary aborcyjnego dzieciobójstwa są pozbawione widzenia Najwyższego, nie jest wszak równoznaczne z deklaracją, iż bez wątpienia zawsze będą one wykluczone z wizji uszczęśliwiającej. To, że np. jestem w chwili obecnej głuchy nie oznacza jeszcze, iż na pewno zawsze będę głuchy. Tak czy inaczej, nie mamy tu jednak do czynienia z nieomylnymi definicjami, poza tym brak jest danych by stwierdzić, iż stwierdzenie o wieczności piekła (limbusa) dla nieochrzczonych dzieci stanowi stałą, powszechną i jednolitą doktryną Kościoła. Przeważnie nauczano bowiem, iż dzieci takie nie trafiają do Nieba, jednak nie zawsze precyzowano przy tym, czy ów stan nieoglądania Boga będzie trwał wiecznie. Skoro piekło dla zmarłych nieochrzczonych różni się od piekła dla zatwardziałych grzeszników niczym dzień do nocy, trudno jest wykluczyć, iż o ile ci drudzy z pewnością będą wiecznie karani, o tyle kara braku oglądania Boga przez tych pierwszych będzie miała swój kres.

Chrzest krwi i pragnienia?

Jeszcze inną kwestią jest to, czy aby na pewno wszystkie dzieci, które umierają bez polania wodą chrzcielną w żaden sposób nie dostępują Sakramentu Chrztu. Tradycyjna teologia katolicka rozróżnia bowiem Chrzest z wody, krwi i pragnienia. W Kościele katolickim czci się jako męczenników małe dzieci, które z rozkazu Heroda zostały zamordowane, gdyż ten nienawidził i bał się mającego nadejść Chrystusa. Mimo, iż owe dzieciątka nie miały świadomości z jakiego powodu umierają, to uważa się je za męczenników, albowiem poniosły śmierć z powodu nienawiści do Pana Jezusa. Przy takim postawieniu sprawy niełatwo jest negować przypuszczenie, iż zamordowane nienarodzone dzieci dostępują Chrztu krwi, albowiem ich śmierć jest efektem nienawiści i pogardy dla Bożego prawa. Właśnie to mógł mieć na myśli Jan Paweł II, ogłaszając, iż ofiary prenatalnego dzieciobójstwa są już w Niebie.

W ramach tradycyjnej teologii katolickiej funkcjonowały również różne teorie teologiczne, które pozwalały rozszerzać tzw. chrzest pragnienia także na mniejszą bądź większą liczbę nienarodzonych dzieci. Autorzy tych opinii wychodząc z założenia, iż nieświadome dziecko otrzymuje chrzest wody przez wiarę rodziców snuli przypuszczenia, iż na podobnej zasadzie zmarłe lecz nieochrzczone dziecko może dostąpić łask związanych z chrztem przez pragnienie swych rodziców. Przykładowo, św. Bonawentura, a za nim m.in. Durand i Gerson utrzymywali, iż Bóg na prośby pobożnych rodziców, wyjątkowo, ze szczególnego miłosierdzia i przywileju, udziela w chwili śmierci, zmarłym bez chrztu dzieciom, łaski uświęcającej i zbawia je 7 . Jeszcze inni teologowie posuwali się do twierdzenia, iż takowe dzieci w chwili śmierci mają mieć użycie rozumu i wtedy przez wiarę i miłość dostępują chrztu pragnienia 8 . Do tychże opinii nawiązuje część współczesnych teologów katolickich twierdzących, iż tak naprawdę wszystkie zmarłe małe dzieci dostępują chrztu pragnienia, albowiem albo pragną tego ich rodzice, albo też – w przypadku braku woli ze strony tych pierwszych – chce tego Kościół święty. Chociaż teoria o chrzcie pragnienia w wypadku zmarłych dzieci ma pewne swe pewne podstawy, to jednak bardzo niebezpieczne wydaje się rozciąganie jej na wszystkie dzieci. Gdyby bowiem dokładnie wszystkie dzieci dostępowały chrztu pragnienia, to za pusty i nic nie znaczący frazes należałoby uznać nauczanie Soboru Florenckiego mówiące o tym, iż „dusze tych, którzy umierają w samym grzechu pierworodnym idą do piekła”. Zgodnie z teorią powszechnego chrztu pragnienia nikt nie umierałby bowiem w stanie samego grzechu pierworodnego.

Rewolucja czy prawowita ewolucja?

Stan doktryny i teologii katolickiej sprzed Soboru Watykańskiego II (uwzględniając zmiany, jakie zaszły w tej dziedzinie w ciągu wieków) odnośnie losu nieochrzczonych dzieci da się więc podsumować w następujących punktach:

  • zmarli w samym grzechu pierworodnym idą do piekła, kara jaką ponoszą nie jest jednak równa karze tych, którzy zakończyli życie w stanie grzechu ciężkiego

  • piekło będzie w tym wypadku najłagodniejsze, albowiem nie będzie ono tu polegać na wiecznych męczarniach, a jedyną karę stanowi brak oglądania Wszechmogącego. Poza tym dzieci takie będą cieszyć się wielką dozą naturalnego szczęścia.

  • dwie z papieskich wypowiedzi zdaje się wykluczać, iż dzieci, o których jest tu mowa, będą mogły kiedyś oglądać Pana Boga.

Po Soborze Watykańskim II Magisterium Kościoła uczy zaś, iż:

  • można mieć nadzieję, iż zmarłe nieochrzczone dzieci trafią do Nieba (KKK, n. 1261)

  • dzieci zamordowane w łonach matek są już w Niebie (EV, n. 91).

Czy naprawdę można tu mówić o rewolucji w katolickim nauczaniu? Nie sądzę. Po pierwsze bowiem nadzieja, iż zmarłe bez chrztu dzieci trafią kiedyś do Nieba nie kłóci się jeszcze z przeświadczeniem, iż przez pewien czas będą przebywać one w najłagodniejszej formie piekła, czyli tzw. limbusie. Po drugie: nawet, jeśli Jan Paweł II odszedł od nauczania Innocentego I oraz Piusa XII odnośnie całkowitej niemożności dostąpienia przez nieochrzczone dzieci wiecznego zbawienia, to miał prawo to uczynić. Nie jest to wszak żaden precedens, albowiem od nauczania św. Grzegorza Wielkiego w kwestii mąk piekielnych dla tychże dzieci odstąpił Innocenty III i bł. Pius IX. W obu przypadkach nie mieliśmy bowiem z nieomylną i niezmienną doktryną Kościoła, ale jedynie z pewnymi jej czasowymi przejawami.

Za herezję należałoby uznać pogląd mówiący, iż ludzie umierający w samym grzechu pierworodnym idą prosto do Nieba i nawet przez mały okres czasu nie znajdują się w piekle. Niczego takiego nie głosi jednak, ani Katechizm Kościoła Katolickiego ( z 1992 r.), ani Jan Paweł II, ani Watykańska Międzynarodowa Komisja Teologiczna.

Trudno także zakwestionować, iż doktryna o nadziei zbawienia dla nieochrzczonych dzieci znacznie łatwiej harmonizuje z katolicką nauką o nieskończonej miłości i dobroci Pana Boga. Skoro bowiem Wszechmogący okaże swe miłosierdzie i przebaczenie największemu z grzeszników, jeśli tylko ten wyrazi szczerą skruchę, to utrzymywanie, iż ten sam Bóg bez wątpienia nigdy nie przyjmie do Raju maleństw, które nie splamiły się żadna osobistą nieprawością wydaje się cokolwiek kłopotliwe. Jeszcze większą trudność budzi uzgodnienie teorii o wiecznym piekle (limbusie) dla nieochrzczonych dzieci z jedną z podstawowych prawd wiary katolickiej, która głosi, iż „Bóg wszystkim (ludziom) udziela łask potrzebnych do żywota wiecznego” 9 . Gdybyśmy przyjęli, iż rzeczywiście dla małych dzieci bezwzględnie nie ma innej drogi do Nieba, jak tylko Chrzest z wody, stanęlibyśmy przed bardzo poważnymi pytaniami i dylematami. Jak należałoby wówczas traktować fakt, iż wiele miliardów istnień ludzkich odeszło do wieczności bez możliwości skorzystania z jedynej możliwości zbawienia ich dusz? Czy Wszechmogący Bóg, który nie chce zguby żadnego grzesznika, ale pragnie by wszyscy byli zbawieni (por. 1 Tym 2, 4), nie tylko by dopuścił, ale również postanowił, iż ogrom ludzkiego rodzaju nie będzie zbawiona, tylko z tego powodu, iż nie mogła skorzystać z łaski sakramentu Chrztu? Wreszcie, co oznaczałaby wówczas prawda o „łasce do zbawienia, którą otrzymuje każdy człowiek” dla wielu miliardów nienarodzonych i narodzonych, ale nieświadomych i małych dzieci, którym nie dane było dostąpić polania wodą chrzcielną?

Przywołane powyżej prawdy wiary katolickiej – Boża wola zbawienia wszystkich ludzi, nieskończone miłosierdzie i dobroć Boga nawet względem największych grzeszników, fakt otrzymywania przez wszystkich ludzi łaski potrzebnej do zbawienia – czynią znacznie bardziej prawdopodobnym przypuszczenie, iż w piekle/limbusie osoby zmarłe w grzechu pierworodnym otrzymają łaskę uświęcającą (bądź możliwość z jej skorzystania). Tradycyjna teologia katolicka zna zresztą podobny „przypadek”, albowiem naucza, iż przebywającym w otchłani duszom sprawiedliwych Starego Testamentu po swym ukrzyżowaniu objawił się Pan Jezus, by zabrać je do Nieba.

To prawda, iż „nasze myśli nie są myślami Boga” , dlatego też nie możemy naszym ludzkiemu i racjonalnemu pojmowaniu sprawiedliwości podporządkowywać Najwyższego. Z drugiej jednak strony zarówno rozum, jak i naturalne poczucie sprawiedliwości zostały nam dane przez Stwórcę, po to byśmy mogli łatwiej podporządkować się objawionej przez Niego prawdzie i zasadom postępowania. Nie można więc lekceważyć rozumowych dociekań, albowiem nierzadko mogą być one drogą do bardziej pogłębionego i przejrzystego poznania Prawdy. Warto przypomnieć, iż wiara katolicka nie jest jakimś rodzajem ślepego uczucia, ale przemawia za nią wiele logicznych i rozumowych przesłanek.

Nie do końca adekwatne wydają się też argument przeciwników nadziei zbawienia dla nieochrzczonych dzieci powołujący się na orzeczenie Soboru Trydenckiego, które potępia pogląd mówiący, iż „chrzest jest czymś dowolnym, to znaczy nie jest koniecznym do zbawienia” (patrz: sesja VII, kanon 5). W przeszłości o. Leonard Feeney wraz ze swymi zwolennikami powoływał się na przytoczone kościelne potępienie, jako obronę własnych poglądów o absolutnej niemożności zbawienia dla innowierców oraz osób, które nie otrzymały Chrztu z wody. Magisterium Kościoła uznało jednak za błędną taką interpretację tegoż orzeczenia Soboru Trydenckiego. Tradycyjnie Kościół naucza bowiem, iż „Chrzest jest konieczny do zbawienia dla tych ludzi, którym była głoszona Ewangelia i którzy mieli możliwość proszenia o ten sakrament” (KKK, n. 1257). Niebo będzie zamknięte tylko dla tych, którzy dobrze poznali dowody na prawdziwość Kościoła i chrześcijaństwa, a mimo to zlekceważyli objawiony przez Pana Jezusa obowiązek ochrzczenia się. Z pewnością małe dzieci w żaden sposób nie mogą należeć do tego rodzaju ludzi.

Czy mamy więc porzucić chrzest dzieci? Taki wniosek byłby błędny. Zbawienie dla nieochrzczonych dzieci jest bowiem jedynie nadzieją, a nie pewnością doktryny katolickiej. Wciąż należy bowiem pamiętać, iż „Kościół nie zna oprócz chrztu innego środka, by zapewnić wejście do szczęścia wiecznego” (KKK, n. 1257).

Warto także pamiętać o tym, że w pierwszym rzędzie to do żywego Magisterium Kościoła należy interpretowanie i przechowywanie Tradycji. To właśnie żywe Magisterium obecne także w osobach Papieży Jana Pawła II i Benedykta XVI jest najbardziej kompetentne, by stwierdzić, co w nauce katolickiej jest nieomylne, niezmienne, ponadczasowe, a co jest nie-nieomylne, zmienne, uwarunkowane warunkami czasowymi, a związku z tym mogące podlegać korektom i zmianom. Przekonanie o tym, iż wie się lepiej od Magisterium Kościoła, co w nauce katolickiej jest nieomylne i ponadczasowe, do niczego dobrego nie prowadzi, a jeżeli już to wiedzie na manowce schizmy, a może nawet i herezji. Na szczęście naszym przodkom wystarczyły na tyle pokory i ufności do Magisterium Kościoła, by móc uznać, iż mimo tego, że przez kilka wieków nauczano o wiecznych mękach dla nieochrzczonych maleństw, owe dzieci nie spotka jednak ów los, albowiem kościelny Urząd Nauczycielski rozeznał, iż nie była to doktryna nieomylna i niezmienna. Oby i nam starczyło na tyle zaufania i pokory, byśmy mogli uznać, iż zgodnie z aktualnymi orzeczeniami Kościoła, brak nadziei zbawienia dla nieochrzczonych maleństw nie stanowił nieomylnej i niezmiennej nauki katolickiej.

Ps. Już po napisaniu tego artykułu dotarłem do informacji, iż w łacińskiej wersji encykliki Jana Pawła II „Evangelium vitae” ustęp, w którym Papież zwraca się do matek, które zamordowały własne nienarodzone dziecko nie zawiera sformułowania: „Ono teraz żyje w Bogu” (tak jak zostało o ujęte w polskim tłumaczeniu), ale brzmi następująco: „Możecie z nadzieję powierzyć swoje dziecko temu samemu Ojcu i Jego miłosierdziu”. Oznaczałoby to więc, iż treść powyższego artykułu winna zostać zmodyfikowana o zastrzeżenie, iż aktualne nauczanie Kościoła, także względem ofiar prenatalnego dzieciobójstwa, mówi nie o pewności, ale o nadziei zbawienia.


1 Cytat za: Ks. Dr. M. Sieniatycki, „Zarys dogmatyki katolickiej”, t. II, Kraków 1929, s. 161.

2 Por: jw., s. 161.

3 Por: jw., s. 161.

4 Cytat za: jw., s. 161.

5 Cytat za: Piotr kardynał Gasparri, „Katechizm Katolicki”, Warszawa 1999, s. 214.

6 Cytat za: Ks. Dr. M. Sieniatycki, jw., s. 161.

7 Por: Ks. Dr. M. Sieniatycki, „Zarys dogmatyki katolickiej”, t. III, Kraków 1930, s. 99.

8 Por: jw., s. 99.

9 Patrz: Piotr kardynał Gasparri, „Katechizm katolicki”, s. 81 (pytanie nr 288).

do góry