|
Czy Polskę stać na "kompromis życia"?
11.01.2006
Czy Polskę stać na "kompromis życia"? Walczcie, aby każdemu człowiekowi przyznano prawo do urodzenia się ... Ojciec święty Jan Paweł II, 26 luty 1976 r. W styczniu 1993 r. po długich bojach większość parlamentarna zdołała uchwalić prawo, które objęło ochroną życie nienarodzonych dzieci. Ustawa ta została nazwana przez niektórych "kompromisem życia", albowiem delegalizując aborcję na życzenie (vel "ze względów społecznych") pozostawiła legalnym i bezkarnym przerywanie ciąży w trzech wyjątkowych przypadkach. Od tej pory w majestacie prawa można zamordować nienarodzone dziecię, gdy zostało ono poczęte w wyniku przestępstwa (kazirodztwa lub zgwałcenia), kiedy jest niepełnosprawne, lub w wypadku ciąży stanowiącej zagrożenie dla zdrowia lub życia matki. Tak też z jednej strony nowe prawo roztoczyło opiekę nad setkami tysięcy istnień ludzkich, które za panowania totalnie pro-aborcyjnego ustawodawstwa rokrocznie legalnie niszczono, z drugiej zaś: zgodne z prawem pozostało ok. 100 - 200 prenatalnych dzieciobójstw rocznie pasujących do zapisanych w ustawie wyjątków. Nie "wywoływać wilka z lasu"? W ciągu 13 lat od uchwalenia tej częściowo chroniącej życie ustawy, wokół zawartych w niej rozwiązań zdołał się też wytworzyć pewnego rodzaju społeczny consensus. Część środowisk prawicowych i katolickich zadowoliła się tym czym jest, uznając, iż w Polsce i tak dokonano wielkiego kroku naprzód w kierunku poszanowania poczętego życia. Środowiska lewicowe z kolei, mimo, że sukcesywnie podejmowały kroki na rzecz radykalnego rozszerzenia "prawa" do zabijania niewinnych dzieci - zaowocowały one tym, iż w 1997 r. na niespełna rok przywrócono aborcję ze "względów społecznych" - zabiegały o to coraz słabiej. Różnorodne badania wykazywały też, iż około połowa społeczeństwa akceptuje zapisane w obecnie obowiązującym prawie wyjątki od zakazu aborcji. Te i jeszcze parę czynników sprawiło więc, iż spory odłam, zarówno przeciwników, jak i zwolenników legalnego przerywania ciąży uznał, iż w imię pokoju społecznego, nie wszczynania nowych walk ideowych, nie należy "wywoływać wilka z lasu". Słowem: trzeba stopować wszelkiego rodzaju działania zmierzające do zaostrzenia bądź zliberalizowania ustawy o aborcji. Wyniki ostatnich wyborów parlamentarnych i prezydenckich dały wiele nadziei również tej części społeczeństwa polskiego, która nigdy nie uważała wyjątków od prawnej ochrony życia poczętego za nietykalny i dobry kompromis, wyczekując chwili, kiedy to będzie możliwym objęcie prawną opieką jeszcze większej ilości niewinnych dzieci. Pokaźną część parlamentarnych foteli zajęli bowiem ludzie, którzy w trakcie batalii o delegalizację przerywania ciąży forsowali bardziej rygorystyczne rozwiązania od obecnie obowiązujących w tej dziedzinie. Do tego grona zaliczyć można LPR oraz sporą część PiS na czele z dzisiejszym Marszałkiem Sejmu - Markiem Jurkiem. Sam prezes PiS -Jarosław Kaczyński , swego czasu popierał projekt ustawy, który w szerszym zakresie, niż jej aktualna wersja, broniła nienarodzonych. Co więcej, pewna liczba posłów, którzy do Sejmu weszli z ramienia PO, PSL i Samoobrony publicznie zapewniała, iż opowiada się za likwidacją zapisów prawnych pozwalających na mordowanie dzieci poczętych w wyniku przestępstwa lub upośledzonych. Prezydent Lech Kaczyński wprawdzie, zarówno w trakcie kampanii wyborczej, jak i jeszcze wcześniej, zapewniał o swym stuprocentowym poparciu dla obecnego kształtu ustawy o aborcji, deklarując nawet, że zawetuje próbę jej "zaostrzenia". Inne posunięcia prezydenta Kaczyńskiego w pokrewnych dziedzinach moralności (walka z prostytucją i pornografią) oraz jego zaplecze polityczne złożone z wielu obrońców życia, pozwala mieć jednak nadzieję, iż da się on przekonać do likwidacji wspierających aborcję wyjątków. Kierując się tymi przesłankami grupa posłów LPR uznała, iż nadszedł odpowiedni moment na powiększenie zakresu prawa delegalizującego aborcję. LPR - owski projekt ustawy przewiduje więc likwidację 2 z 3 istniejących obecnie wyjątków. Wedle LPR bezkarnym ma pozostać "tylko" aborcja w wypadku, gdy ciąża zagraża zdrowiu lub życiu matki. Mogłoby wydawać się, iż środowiska katolickie oraz prawicowe z radością i zgodnie przyklasną temu pomysłowi, widząc w nim kolejny, duży krok do starcia z polskiej ziemi aborcyjnego dzieciobójstwa. Tak się jednak nie stało. Pojedynczy hierarchowie kościelni nie zawahali się publicznie dezawuować potrzeby rozszerzenia zakazu przerywania ciąży. Wybijał się w tym bp. Tadeusz Pieronek, który w wypowiedzi dla "Gazety Wyborczej" deklarował: Obecnej ustawy o ochronie życia nie należy zmieniać. Zgodził się na nią Kościół w imię zachowania ładu społecznego, żeby uniknąć kłótni (tamże, 03. 11. 2005, s. 2). Zaowocowało to tym , iż co bardziej prominentni przedstawiciele PiS i rządu Marcinkiewicza (Ludwik Dorn, Konrad Ciesiołkiewicz, Przemysław Gosiewski, Joanna Kluzik - Rostkowska a także - wbrew swym wcześniejszym zapatrywaniom - sam Jarosław Kaczyński), odcięli się od pomysłu "zaostrzenia" zakazu aborcji. Od LPR - owskiego projektu odżegnali się również czołowi działacze PO, PSL i Samoobrony (nie wspominając rzecz jasna o SLD). W swych wywodach obrońcy obecnego "kompromisu życia", oprócz przywoływania przytoczonych już wcześniejszej argumentów o "pokoju społecznym", "niezaognianiu sytuacji", itp., za bp. Pieronkiem wypowiadali też górnolotne stwierdzenia typu: "Kościół zaakceptował tą ustawę, a więc nie należy jej zmieniać". Wszystko to powoduje wiele zamieszania także w tych kręgach, które dotychczas zdecydowanie opowiadały się za pełną ochroną prawną życia nienarodzonych. Niejeden przeciwnik aborcji może zastanawiać się więc, czy dalej optując za jej absolutnym zakazem, nie popełnia błędu bycia "bardziej papieskim od Papieża" i "bardziej kościelnym od Kościoła"? Znieść licencję na zabijanie Jaka jest więc doktryna Kościoła odnośnie prawodawstwa częściowo zakazującego przerywania ciąży? Odpowiedzi na to pytanie należy szukać w oficjalnych aktach Magisterium: papieskich encyklikach, listach, adhortacjach, dokumentach Kongregacji Nauki Wiary; nie zaś w wywiadach jakie dla mass mediów mogą udzielać poszczególni księża, teologowie, czy nawet biskupi. Te pierwsze stanowią naukę Kościoła, której każdy chrześcijanin winien jest pełne posłuszeństwo. Te drugie są tylko prywatnymi opiniami, do których obowiązek poddania swego serca i rozumu się nie odnosi. Doktryna katolicka w kwestii stanowienia praw o aborcji jest zaś nadzwyczaj klarowna. Już w encyklice "Casti connubii" Papież Pius XI zdecydowanie potępił dążenia do legalizacji aborcji w jakimkolwiek zakresie. Ojciec święty przypomniał równocześnie: Tym zatem, którzy sprawują rząd w narodach i ustanawiają prawa, zapomnieć nie wolno, że jest obowiązkiem władz publicznych bronić życia nienarodzonych za pomocą stosownych ustaw i kar, a to tym bardziej, im mniej mogą samych siebie bronić ci, których życie jest zagrożone. Pierwsze miejsce pomiędzy nimi zajmują, rzecz jasna, niemowlęta przebywające jeszcze we wnętrznościach matczynych. Jeśliby jednak urzędy publiczne maleństw tych nie tylko nie chroniły, ale nadto swoimi ustawami i zarządzeniami na to pozwalały, czyli właściwie oddawały je w mordercze ręce lekarzy i innych, niechajże pamiętają, że niewinną krew, która z ziemi woła do niebios, osądzi i pomści sam Bóg (II, 2). Promulgowany w 1992 r. przez Stolicą Apostolską Katechizm Kościoła Katolickiego naucza, iż Niezbywalne prawo do życia każdej niewinnej istoty ludzkiej stanowi element konstytutywny społeczeństwa cywilnego i jego prawodawstwa (...) W chwili, gdy jakieś prawo pozytywne pozbawia obrony pewną kategorię istot ludzkich, których ze swej natury powinno bronić, państwo przez to samo neguje równość wszystkich wobec prawa. Gdy państwo nie używa swej władzy w służbie praw każdego obywatela, a w szczególności tego, który jest najsłabszy, zagrożone są podstawy praworządności państwa ... Wyrazem szacunku i opieki należnej mającemu urodzić się dziecku, począwszy od chwili jego poczęcia, powinny być przewidziane przez prawodawstwo odpowiednie sankcje karne za każde dobrowolne pogwałcenie jego praw (n. 2273). Tradycyjną naukę Kościoła na ten temat zebrał i podsumował Jan Paweł II w swej encyklice "Evangelium vitae". Papież odrzucając w niej wszelkie usprawiedliwienia dla prawnej legalizacji przerywania ciąży, nauczają, iż absolutnie każde niewinne życie ludzkie winno cieszyć się ochroną praw państwowych. Ojciec święty uczy w niej m. in.: Nic i nikt nie może dać prawa do zabicia niewinnej istoty ludzkiej (...) Ponadto nikt nie może domagać się, aby popełniono ten akt zabójstwa wobec niego samego lub wobec innej osoby powierzonej jego pieczy, nie może też bezpośrednio ani pośrednio wyrazić na to zgody. Żadna władza nie ma prawa do tego zmuszać ani na to przyzwalać (...) Prawa, które dopuszczają oraz ułatwiają przerywanie ciąży i eutanazję, są zatem radykalnie sprzeczne nie tylko z dobrem jednostki, ale także z dobrem wspólnym i dlatego są całkowicie pozbawione rzeczywistej mocy prawnej (...) gdy prawo cywilne dopuszcza przerywanie ciąży i eutanazję, już przez ten sam fakt przestaje być prawdziwym prawem, moralnie obowiązującym (...) w przypadku prawa wewnętrznie niesprawiedliwego, jakim jest prawo dopuszczające przerywanie ciąży i eutanazję, nie wolno się nigdy do niego stosować ani uczestniczyć w kształtowaniu opinii publicznej przychylnej takiemu prawu, ani też okazywać mu poparcia w głosowaniu (n. 57, 72 -73). W "Evangelium vitae" poruszony został problem przypadków polegających na tym, iż głosowanie w parlamencie miałoby zadecydować o wprowadzeniu prawa bardziej restryktywnego, to znaczy zmierzającego do ograniczenia liczby legalnych aborcji, a stanowiącego alternatywę dla prawa bardziej permisywnego, już obowiązującego lub poddanego głosowaniu. Jan Paweł II daje na to następującą odpowiedź: W omawianej tu sytuacji, jeśli nie byłoby możliwe odrzucenie lub całkowite zniesienie ustawy o przerywaniu ciąży, parlamentarzysta, którego osobisty absolutny osobisty sprzeciw wobec przerywania ciąży byłby jasny i znany wszystkim, postąpiłby słusznie, udzielając swego poparcia propozycjom, których celem jest ograniczenie szkodliwości takiej ustawy i zmniejszenie jej negatywnych skutków na płaszczyźnie kultury i moralności publicznej. Tak postępując bowiem, nie współdziała się w sposób niedozwolony w uchwalaniu niesprawiedliwego prawa, ale raczej podejmuje się słuszną i godziwą próbę ograniczenia jego szkodliwych aspektów (n. 73). Czy w przytoczone wyżej ustępy "Evangelium vitae" dają jakąkolwiek podstawę do twierdzenia, iż Kościół katolicki akceptuje "kompromis życia"; albo tym bardziej, że należy przeciwstawiać się próbom rozszerzenia prawnej ochrony życia nienarodzonych? Ktokolwiek ważył by się tak mówić, dokonałby gigantycznej hohsztaplerki intelektualnej. Jasnym jest bowiem, że doktryna katolicka zdecydowanie potępia czynienie jakichkolwiek wyjątków od prawnego zakazu aborcji i że prawo, które wyjmuje spod swej ochrony choćby jedną niewinną istotę ludzką, jest tym samym złe i niesprawiedliwe. Uprawnione jest jedynie udzielanie (czysto negatywnego) wsparcia częściowemu zakazowi aborcji w sytuacji, gdy wprowadzenia całkowitej ochrony nienarodzonych okazałoby się niemożliwe. Wówczas bowiem udziela się poparcia nie tyle wyjątkom od zakazu zabijania, co przeciwstawia się nieograniczonej bezkarności masakr nienarodzonych. Zawsze jednak należy podejmować działania mające na celu jak najszerszą delegalizację zabijania nienarodzonych. Taką interpretację nauczania papieskiego w tej sprawie daje nam zresztą przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, abp. Józef Michalik, który w swym liście do LPR, chwaląc te ugrupowanie za podjęcie inicjatywy na rzecz poczętych dzieci stwierdza: Jest faktem, że obowiązujące w Polsce ustawodawstwo w tej sprawie jest kompromisem, którego w sumieniu w pełni nie możemy akceptować, jako że nie chroni każdego życia (chorego lub poczętego w przestępstwie). Ustawowy kompromis może być częścią strategii prawnej w sytuacji, gdy niemożliwe jest osiągnięcie w pełni sprawiedliwego ustawodawstwa - jak uczył o tym Jan Paweł II w "Evangelium vitae" (n.73), ale nic nie zwalnia uczciwych polityków od dążenia, czyli podejmowania nieustannych wysiłków, aby uchwalić prawa w pełni zgodne z ich sumieniem, to znaczy całkowicie chroniące życie poczęte. Grubym nieporozumieniem jest też powoływanie się przez obrońców "kompromisu życia" na oświadczenie Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski z września 2004 r. Akt ów, co prawda stwierdza, iż obecnie funkcjonujące prawo chroniące życie przyniosło pozytywne skutki dla dziecka i matki oraz korzystne zmiany w świadomości społecznej (...), jednak został on sformułowany w całkowicie odmiennym kontekście; a mianowicie, jako protest przeciw dążeniom lewicy do usankcjonowania tzw. aborcji ze względów społecznych. Poza tym porównując proaborcyjne prawo PRL, w czasie którego całkowicie legalnie dokonywało się prawdziwe ludobójstwo nienarodzonych dzieci, z ustawą, która - jakby nie patrzeć - możliwość bezkarnego mordowanie niewinnych zacieśniła do sytuacji wyjątkowych, rzeczywiście można odnieść dodatnie wrażenie. Podobnie jak kolorowo i pozytywnie może wypaść zestawienie tyranii Stalina z rządami Gierka. Nie oznacza to jednak, że którykolwiek z tych władców - generalnie rzecz ujmując - był dobrym i sprawiedliwym władcą. Znaczy to jedynie tyle, że w ogólnym podsumowaniu, ten drugi uczynił mniej zła i więcej dobra od tego pierwszego. Podobnie jest z obecnym polskim prawem o aborcji - ma swe dobre strony -albowiem zdelegalizowało ogromną większość morderstw; ale ma też swoje niezaprzeczalne minusy, jakim jest wydanie w ręce katów pewnej konkretnej kategorii istnień ludzkich. Morderstwo w imię pokoju społecznego? Błędne jest także powoływanie się przez zwolenników utrzymania obecnego "Status quo" o aborcji na katolicką doktrynę o prawnej tolerancji mniejszego zła. Poplecznicy aktualnie obowiązującego "kompromisu życia" w sporej części wiedzą, iż wzorcem do którego winny dążyć władze jest całkowita delegalizacja aborcji, jednak przeciwstawiają się uczynieniu tego kroku w aktualnym momencie. "Poziom świadomości społeczeństwa na obecnym etapie nie dojrzał jeszcze do wprowadzenia bezwarunkowego zakazu przerywania ciąży. Na obecnym etapie uczynienie tego kroku mogłoby przynieść zdecydowanie więcej szkód niż korzyści" - mówi wielu apologetów "kompromisu życia". Jest faktem, iż niezmienna nauka Kościoła głosi, iż prawem władz cywilnych jest powstrzymanie się od karania i represjonowania pewnych rodzajów zła, w przypadku, gdyby owe sankcje mogły zaowocować jeszcze większym złem, np. wybuchem wojny domowej. Ta zasada - czego zresztą uczy samo Magisterium Kościoła - nie odnosi się jednak do zakazu aborcji. Życie ludzkie jest bowiem podstawowym i pierwszym dobrem w hierarchii wartości doczesnych. W dokumentach kościelnych poświęconych kwestii aborcji znajdziemy niejedno krytyczne odniesienie do tezy o prawowitości nie karania aborcji w imię tolerancji mniejszego zła. Przykładowo w wydanej przez Kongregację Nauki Wiary deklaracji "Donum vitae" czytamy: Prawo cywilne w imię porządku publicznego powinno nieraz tolerować to, czego nie można zabronić bez wyrządzania jeszcze większej szkody. Niezbywalne prawa osoby powinny być jednak uznane i uszanowane ze strony społeczności cywilnej i władzy politycznej (...) Z tych podstawowych praw należy tutaj wymienić: a) prawo do życia i integralności fizycznej każdej istoty ludzkiej od chwili poczęcia aż do śmierci (III). Dlatego też władze cywilne mają obowiązek przeciwstawiania się wszelkim atakom na niewinne życie ludzkie, również za pomocą kar i zakazów. Powinność zakazania i karania jakichkolwiek mordów jest tak wielka, że dobry i sprawiedliwy władca nie może się przed nią wycofać, nawet gdyby groziło to ryzykiem wybuchu krwawej rebelii niezadowolonych z tego grup społecznych. Tym bardziej - delikatnie mówiąc - niepoważne muszą wydawać się opinie mówiące, iż nie należy "zaostrzać" zakazu aborcji ze względu na możliwość wybuchu "medialnej wojny domowej" i w imię "pokoju społecznego". Czy ludzie głoszący takie tezy, w ogóle zdają sobie sprawę z tego co mówią? Czy "pokój społeczny" jest jakimś bożkiem na ołtarzu, którego rocznie składać należy od 100 do 200 dzieci? Czy krzyk i wrzask zwolenników aborcji ma usprawiedliwiać bezkarność wysysania, ćwiartowania i wstrzykiwania hipertonicznego roztworu soli najbardziej bezbronnym i niewinnym? Co pomyślelibyśmy o policjancie, który nie ściga mordercy, w obawie, że ten na niego nakrzyczy? Zresztą, gdyby wziąć na poważnie argumenty apologetów "kompromisu życia" o pokoju społecznym, etc., to równie dobrze moglibyśmy zakwestionować również częściowy zakaz aborcji, który mamy obecnie? Czyż bowiem w 1993 r. panował względem nowej ustawy konsensus społeczny? Czy większość społeczeństwa była wówczas przekonana do radykalnego ograniczenia legalnej możliwości aborcji? Każdy kto żył w tamtych czasach wie, w jak wielki stopniu poglądy Polaków były pro - aborcyjne. W pierwszej połowie lat 90. ub. wieku ogromna część naszych rodaków nie miała nic przeciw bezkarności zabijania nienarodzonych z tzw. względów społecznych. Jako ekstremizm odbierano wtedy zdecydowanie antyaborcyjne poglądy. Radykalizmem wydawało się wówczas też popieranie nawet częściowego zakazu aborcji. Mimo to lata funkcjonowania ustawy częściowo chroniącej życie pomogło znacznie stępić poparcie Polaków dla aborcji. Dziś już nie 80 proc społeczeństwa, ale niewiele przeszło 40 proc społeczeństwa jest za zabijaniem z tzw. względów społecznych. Jeśli więc wprowadzenie "kompromisu życia" przyniosło wyraźne zmiany na lepsze, mimo wybitnie niesprzyjającemu klimatowi społecznemu, jaki towarzyszył jego uchwalaniu, dlaczego kolejny krok w obronie życia miałby przynieść skutki odwrotne od zamierzonych? Cel uświęca mord? Pewien kamyczek krytyki należy się jednak również liderom LPR. Oto bowiem w wywiadzie dla radiowej trójki (z dnia 03. 01. 2006 r., godz. 12. 30), jeden z czołowych reprezentantów tego ugrupowania, poseł Wojciech Wierzejski pytany o to, dlaczego w projekcie LPR znalazł się zapis pozwalający na aborcję w wypadku, gdy ciąża zagraża zdrowiu lub życiu matki, ten odpowiedział, iż było to motywowane wiernością doktrynie katolickiej, która w tej jednej okoliczności ma uważać zabieg przerwania ciąży za dopuszczalny. Stwierdzenie to jest całkowicie nieprawdziwe. Jedną z podstawowych zasad katolickiej nauki moralnej jest to, iż "cel nie uświęca środków". Tradycyjna nauka Kościoła głosi, iż istnieją przedmioty ludzkich zachowań, które są ze swej istoty niemoralne, wewnętrznie złe oraz nieuporządkowane (por. Jan Paweł II, "Veritatis Splendor", 52, 80, 82 [dalej - VS], a także Katechizm Kościoła Katolickiego [dalej KKK] 1753 - 1756). Takie z istoty złe akty nie mogą być moralnie dopuszczalne albo usprawiedliwione w żadnych choćby najtrudniejszych warunkach i okolicznościach. Także - choćby najszlachetniejsza intencja nie może uczynić godziwymi lub dozwolonymi takich aktów. Akty, które są złe, niemoralne i nieuporządkowane ze swej natury - nigdy nie mogą być usprawiedliwione bądź dopuszczalne - niezależnie od towarzyszących im choćby wyjątkowo trudnych okoliczności i chwalebnych intencji (por. KKK 1753 - 1756, VS 80 - 81, 91 - 92). Nawet, gdyby za pomocą takich czynów można było uratować tysiące niewinnych ludzi, nawet wówczas byłyby one zakazane i niemiłe Panu Bogu (por. Paweł VI, "Humanae vitae" 14). Do czynów niemoralnych ze swej istoty bez wątpienia należy również bezpośrednie niszczenie niewinnego życia. Magisterium papieskie zresztą nieraz odnosiło się do tego poglądu uprawomocniającego mord dziecięcia w celu ratowania życia matki. Już w 1679 r. Innocenty XI potępił twierdzenie jakoby wolno było przerwać ciąże po to by ocalić życie kobiety. Pius XI poruszając tę kwestię uczył: Czcigodni Bracia, jak bardzo współczujemy matce, która spełniając obowiązek nałożony na nią przez naturę, naraża się na utratę zdrowia a nawet życia: lecz czy można znaleźć jakąkolwiek przyczynę tak ważną, która mogłaby w jakikolwiek sposób wytłumaczyć proste zabicie niewinnego dzieciątka? A o to właśnie chodzi w całej tej sprawie. Czy zadaje się śmierć matce, czy jej potomstwu, zawsze to sprzecznym jest z przykazaniem Boga i głosem natury: "Nie zabijaj!". Życie bowiem obojga jest jednakowo święte i niszczyć go nie ma prawa nikt, nawet publiczna władza państwa (...) W obronie i zachowaniu życia obojga, matki i dziecka, chlubnie zapisują się lekarze, odznaczający się uczciwością i doświadczeniem; a przeciwnie, okazaliby się niegodnymi szlachetnego tytułu lekarza ci, którzy zamierzaliby śmierć jednego z dwojga, czy to ze względów leczniczych czy też z motywów źle pojętej litości ("Casti connubii" II, 2). Także Jan Paweł II w "Evangelium vitae" z całą mocą stwierdza, iż zakaz niszczenia niewinnego życia ludzkiego jest absolutny i bezwarunkowy, a aborcja jako będąca bezpośrednim złamaniem tego zakazu jest zawsze niedozwolona, choćby za jej dokonaniem wydawałyby się przemawiać najbardziej trudne okoliczności ("Evangelium vitae" 57 - 58, 62). W tak dramatycznych okolicznościach jedyne co jest dopuszczalne; to poddanie się przez chorą matkę pewnym kuracjom, zabiegom i operacjom, które same w sobie nie polegają na uśmiercenie dziecka, jednak ich skutkiem ubocznym może być śmierć płodu. Przykładowo, wolno jest poddać się ciężarnej niewieście operacji serca, mimo że jej prawdopodobnym następstwem będzie śmierć dziecka. Jest to dozwolone, albowiem istotą tego typu zabiegów jest leczenie chorej matki, nie zaś zadanie śmierci dziecku w celu ratowania kobiety. W takim akcie nie zmierza się wprost i bezpośrednio do zniszczenia niewinnego celem ratowania innego niewinnego życia, ale jedynie przewiduje się że ubocznym następstwem działań leczniczych może być zgon jednego z dwojga. Sam jednak ów akt polega na leczeniu, nie zaś zabijaniu w celu leczenia. Gdyby pokusić się o zilustrowanie tej zasady na jakimś przykładzie praktycznym, to moglibyśmy podać sytuację w której strażak ratuje ludzi z płonącego budynku. Strażak musi zdecydować kogo będzie ratował w pierwszej kolejności, będąc przy tym świadomym, iż ratując np. jako pierwsze dziecko może nie zdążyć pomóc matce. Tym nie mniej ów strażak nie prawa np. wyjąć pistoletu i odstrzelić część znajdujących się w ogniu ludzi po to by łatwiej mu było ratować pozostałych. Propozycja pozostawienia bezkarną aborcji w wypadku, gdy ciąża zaraża zdrowiu lub życiu matki może być usprawiedliwiona jedynie przez odwołanie się do się do zasad strategii prawnej. Jeżeli przewiduje się, iż w danym momencie nie istnieją realne szansy na przegłosowanie absolutnego i bezwarunkowego zakazu aborcji, to pozostawienie takiego wyjątku ma sens. Nie można jednak twierdzić, iż istnienie tego, choćby jednego wyjątku od prawnej normy chroniącej życie jest zgodne z nauką katolicką. Kiedy pojawi się ku temu dogodna okazja należy podjąć kroki, aby również ten ostatni wyłom zlikwidować. Wypełnić Śluby Jasnogórskie W 1956 r. nasi ojcowie ślubowali przez Panią Jasnogórską, iż "bronić będą życia poczętego, tak jak każdego życia". Co pewien czas treść tego przyrzeczenie powtarzana jest przez wiernych w kościołach. Jeśli choć odrobinę poważnie traktujemy tę złożoną Chrystusowi i Niepokalanej obietnicę, w żadnym wypadku nie możemy pozostać przy tzw. kompromisie życia, ale musimy wytrwale i sukcesywnie dążyć do tego, aż każde, absolutnie bez żadnego wyjątku, niewinne życie ludzkie będzie bronione z cała powagą i surowością prawa. W tej sprawie niezbędny jest więc jednolity front katolików.

|