|
Czy wolno niszczyć (cudzą) pornografię?
22.08.2007
Z tego rodzaju pytaniem, jak postawione w tytule niniejszego artykułu, spotkałem się niegdyś na jednym z forów dyskusyjnych. Dokładnie rzecz biorąc, pytającemu chodziło o to, czy zgodne z moralnością chrześcijańską, byłoby zniszczenie tzw. sex schopu, dokonane wbrew woli jego właściciela? Choć raczej nie słyszy się już o tym, by chrześcijanie demolowali i niszczyli podobnego typu przybytki, to jednak tego rodzaju pytania, mają swój praktyczny sens. Co prawda, w czasie, gdy na ekrany kin wchodził bluźnierczy film „Ostatnie kuszenie Chrystusa” odnotowano pojedyncze przypadki demolowania kin, w których wyświetlano ten obraz, a nawet zdarzyło się, iż kopia z tym filmem została zabrana przez nieznanych sprawców. Podobnie, w l. 90 – tych, w Wielkiej Brytanii, Edward Atkinson, katolik z Norfolk, wsławił się tym, iż co pewien czas, w miejscowych salonach prasowych, darł sprzedawane tam magazyny homoseksualne (oczywiście nie płacąc za nie). Sięgając nieco dalej w przeszłość, można by wskazać na działalność ks. Ludwika Bethleema, który w l. 20- tych ub. wieku obchodził paryskie kioski i niszczył zastane tam pisma pornograficzne. Nie wydaje się jednak, by tego rodzaju zachowania były zbyt częste wśród chrześcijan. Codziennie stykamy jednak się na ulicy choćby z plakatami reklamującymi przeróżne nieprawości, poczynając od wyuzdania i rozwiązłości, kończąc zaś na okultyzmie i satanizmie. Zapewne nieraz, jako chrześcijanie pytaliśmy się, czy mamy prawo podobne reklamy niszczyć, np. zdzierając plakaty zachęcające do udziału w niemoralnej i bezbożnej imprezie? Będąc chrześcijanami zastanawialiśmy się pewnie, czy takie nasze działanie nie będzie usankcjonowaniem zasady mówiącej, iż „Cel uświęca środki”? Wszak postępując w ten sposób, narusza się cudzą własność, a więc wydaje się, iż gwałci się tym sposobem VII przykazanie. Co więc ze sformułowaną w Piśmie świętym normą: „Nie wolno czynić zła, aby uzyskać dobro" (Rz 3, 8)? Czy niszczenie cudzych rzeczy, choćby służyły one do rozprzestrzeniania zła, dokonywane wbrew woli ich posiadaczy, nie jest ewidentnym przykładem walki z nieprawością za pomocą innej nieprawości? By odpowiedzieć sobie na pytania postawione we wstępie artykułu, trzeba wpierw udzielić sobie odpowiedzi na dwie następujące kwestie: 1. Co oznacza tradycyjna chrześcijańska zasada mówiąca, iż „Cel nie uświęca środków”? 2. Czy własność prywatna jest święta i nieograniczona, a w związku z czym, czy wszelkie jej naruszenie jest równoznaczne z popełnieniem moralnego zła? Cel nie uświęca środków „Cel nie uświęca środków” jest jedną z podstawowych zasad tradycyjnej moralności chrześcijańskiej. Niestety jest to jeden z tych elementów nauczania katolickiego, który został powszechnie zapomniany i wzgardzony również wśród samych katolików. Choć wielu katolików kojarzy ze słyszenia powyższą zasadę, to jednak jedynie garstka ją akceptuje i poprawnie rozumie. Katolicy powszechnie sądzą, iż odpowiednio ważny i dobry cel usprawiedliwia stosowanie niemoralnych środków. Na przykład bardzo trudno byłoby znaleźć dziś katolika, który uważałby za niegodziwe posługiwanie się kłamstwem dla ratowania ważnych dóbr. Podobnie niemałego kłopotu dostarczyłoby znalezienie katolika uważającego cudzołóstwo za niedopuszczalne nawet wówczas, gdy jest ono dokonywane z zamiarze ratowania niewinnych. Jakkolwiek powszechnie by jednak katolicy poddawali w wątpliwość bądź atakowali zasadę mówiąca, iż „Cel nie uświęca środków” to nic nie zmieni fakt, iż stanowi ona niezwykle jasno i kategorycznie wyrażony element nauczania Magisterium Kościoła. W takich aktach doktryny katolickiej jak „Veritatis Splendor” Jana Pawła II, Katechizm Kościoła Katolickiego oraz „Humanae Vitae” znajdziemy nie ulegające żadnej wątpliwości nauczanie o aktach „wewnętrznie złych”, których nie wolno popełniać „nigdy i nigdzie”, „nawet dla najpoważniejszych przyczyn (...) nawet w wypadku, jeśli zostaje to dokonane w zamiarze zachowania lub pomnożenia dóbr poszczególnych ludzi, rodzin lub społeczeństw", „niezależnie od okoliczności i intencji, są zawsze i bezwzględnie niedozwolone ze względu na ich przedmiot",”, których zakaz obowiązuje „zawsze i w każdej sytuacji”, „bezwzględnie" i "wszystkich", „wszystkich i każdego, zawsze i w każdej okoliczności". Tego rodzaju stanowczych sformułowań w katolickiej doktrynie o „Celu, który nie uświęca środków” można znaleźć jeszcze więcej. Nie ma więc możliwości twierdzić, iż zgodne z nauką Kościoła jest głosić, iż akty złe ze swej istoty mogą być w pewnych ekstremalnych sytuacjach dozwolone moralnie. Każde dziecko wie, co oznacza, iż czegoś nie wolno robić „nigdy i nigdzie”, że coś jest zakazane „zawsze i wszędzie oraz w każdej okoliczności”. Najwyższy czas, by również katolicy zrozumieli znaczenie tych słów. Czyżbyśmy więc znaleźli już odpowiedź na pytanie: czy wolno jest niszczyć (cudzą) pornografię bez zgody jej właściciela i czy brzmi ona: „Nie”? Pozornie rzecz biorąc może nam się tak wydawać. Pan Bóg zakazał nam kraść. Niszczenie cudzych rzeczy bez zgody ich właścicieli jest formą kradzieży, a więc należy do czynów, które są bezwzględnie i zawsze zakazane, a których popełnienia nie usprawiedliwia ani chęć ocalenia większego dobra bądź uniknięcia większego zła. Choć powyższy tok myślenia wydaje się być sensowny, to jednak jest on zbyt pochopny i pośpieszny. Polega on na wychodzeniu w prawdziwych przesłanek, a kończeniu na wątpliwych konkluzjach. O ile bowiem jasnym jest w świetle tradycyjnej moralności chrześcijańskiej, iż kradzież jest ze swej istoty zła, a więc nie wolno jej czynić nigdy i nigdzie, to jednak nie już sprawą tak bezdyskusyjną co należy zaliczyć do kradzieży i jakie są granice własności prywatnej? Własność prywatna – ani święta, ani nieograniczona W ten sposób dochodzimy do próby odpowiedzi na drugą z postawionych wyżej kwestii. Gdyby bowiem własność prywatna była absolutna, święta i nieograniczona, wówczas to, rzeczywiście, każde jej naruszenie bez zgodny jej posiadacza, byłoby aktem z istoty swej złym, godzącym w VII przykazanie Dekalogu, a więc czymś czego nie godzi się dokonywać nigdy i nigdzie. Przyjęcie tego założenia za prawdę, oznaczałoby potępienie nie tylko niszczenia cudzej pornografii, ale również musielibyśmy napiętnować przymus podatkowy. Tak jednak nie jest. Tak zwane „święte prawo własności” jest tylko liberalną herezją zrodzoną w czasach XIX – wiecznego dzikiego kapitalizmu. Tradycyjne prawowierne chrześcijaństwo nigdy nie głosiło, iż każdy może robić ze swą własnością wszystko co mu się podoba, byle tylko nie naruszał w ten w sposób wolności innych osób. Wprost przeciwnie: wedle odwiecznej doktryny Kościoła nam ludziom Bóg powierzył pewne rzeczy niejako w użyczenie. Nie jesteśmy ich absolutnymi panami, nie możemy z nimi czynić wszystko to czego zapragniemy, ale winniśmy z nich korzystać w sposób zgodny z Bożymi zamiarami. Powszechnie znany jest kazus katolickiej teologii moralnej, który zezwala biedakom i nędzarzom brać cudze rzeczy, jeśli są one potrzebne im do zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych. Przykładowo głodujący żebrak ma prawo, nie pytając się o zgodę, właściciela, wziąć sobie jedzenie. Ta ogólnie znana zasada chrześcijańskiej moralności jest jednak prawie zawsze błędnie i nieszczęśliwie interpretowana w duchu herezji etyki sytuacyjnej. Mówi się więc, iż w ten sposób czyni się wyjątek od moralnego zakazu kradzieży, a tym samym przechodzi się do uzasadniania przekonania, iż wolno jest w trudnych sytuacjach łamać inne z negatywnych norm moralnych. Błąd tego rodzaju rozumowania polega na tym, iż przyjmuje się błędną definicję kradzieży i własności prywatnej. Gdy spojrzymy na katolicką naukę moralną, bez większego trudu, dostrzeżemy, iż sprawy mają się zupełnie inaczej. Ujmując to w pewnym skrócie: głodujący nędzarz nie kradnie zabierając jedzenie powierzone bogaczowi, gdyż tak naprawdę Pan Bóg powierzył więcej dóbr owemu bogaczowi, nie po to, by ten napychał się nimi aż do bólu brzucha, ale by, m.in., dawał ich część tym, którzy nie mają co jeść i w co się ubrać. Jeśli bogacz tego nie czyni, to sprzeciwia się Bożej woli, i tak naprawdę złodziejem jest on, a nie ów żebrak. Ujmując to zaś od strony bardziej teologicznej: To co jest głoszone przez katechizmy i podręczniki teologii to stwierdzenie, iż nie każde zabranie cudzej rzeczy wypełnia znamiona kradzieży. Z wyjątkiem od kradzieży mielibyśmy do czynienia wówczas, gdyby Kościół głosił, iż wszelkie zawłaszczenie cudzej własności jest kradzieżą, lecz mimo to człowiek ma prawo czasami to uczynić. Tradycyjna nauka katolicka nie głosi jednak czegoś podobnego. Przeciwnie, żaden człowiek nie jest absolutnym władcą dóbr materialnych. Zostały mu one użyczone jedynie we władanie przez Wszechmogącego - ich absolutnego Pana i właściciela. Pan Bóg rozdzielając ludziom dobra doczesne dokonał tego, by służyły one również biednym i nędzarzom. Święty Jan Chryzostom uczył: Niedopuszczanie ubogich do udziału w swych własnych dobrach oznacza kradzież i odbieranie życia. Nie nasze są dobra, które posiadamy - należą one do ubogich ("In Lazarum” 1,6). Św. Grzegorz Wielki przypomina z kolei: Gdy dajemy ubogim rzeczy konieczne, nie czynimy im ofiar osobistych, ale oddajemy im to, co należy do nich; spłacamy raczej powinność sprawiedliwości, niż wypełniamy dzieło miłości” ("Regula pastoralis", III, 21). Zabranie przez nędzarza rzeczy koniecznej do życia, nie jest kradzieżą, gdyż tak naprawdę, prawowicie należy ona do niego. Nie chodzi więc tu o czynienie wyjątków od Bożego zakazu kradzieży. Rzecz polega na tym by dobrze zrozumieć czym jest kradzież i jakie są granice własności prywatnej. Boże rozkazy niszczenia cudzej własności Można by się jednak spytać, co przypadek głodnego żebraka zabierającego bez zgody posiadacza żywność, ma wspólnego z niszczeniem cudzej własności, która służy do rozpowszechniania zła? Ma więcej wspólnego niż może nam się wydawać. Wszechmocny nie daje bowiem nikomu drogocennych kamieni, by dekorować nimi posągi bałwanów, miecza by mordować nim niewinnych, pieniędzy, by się za nie upijać lub kupować seks u prostytutek. Ilekroć w podobny sposób wykorzystujemy ziemskie rzeczy, które Pan Bóg w swej hojności, nam je podarował, tylekroć tracimy do nich prawo. Logicznie rzecz biorąc nie jest więc formą kradzieży niszczenie cudzej własności, gdy jest ona wykorzystywana do deptania Bożych praw. Najlepszym dowodem na to, iż tak jest w rzeczywistości, stanowi Słowo Boże objawione w Biblii. Na kartach tej Księgi znajdziemy pełno rozkazów Pana Boga wzywających do niszczenia cudzej własności prywatnej, która była wykorzystywana w niemoralny sposób. Wyliczenie wszystkich poleceń Najwyższego, w których Izraelitom nakazano burzyć, palić oraz demolować pogańskie bałwany i świątynie przekraczało by ramy tego i tak przydługiego artykułu. Zauważmy, iż owe bałwochwalcze obiekty kultu były niszczone bez zgody i wiedzy ich właścicieli. Nie da się też zaprzeczyć, iż nasz Pan Jezus Chrystus wyganiając przekupniów z synagogi oraz demolując ich stragany, nie pytał się ich o zgodę czy może to uczynić z ich własnością prywatną (por. J 11, 15 – 19). I znów w tym wypadku odpada argument mówiący, jakoby Pan Bóg w pewnych sytuacjach mógł polecić czynienie czegoś co ze swej istoty jest złe. Byłoby to sprzeczne z absolutną świętością, doskonałością i dobrocią Najwyższego . Wszechmocny, owszem czasami toleruje (a więc nie karze, a nawet nie upomina sprawców) zło, ale nigdy i nigdzie nie rozkazuje go czynić. Przyjęcie takiego założenia byłoby sprzeczne zarówno z Pismem świętym: "Nikomu On nie przykazał być bezbożnym i nikomu nie zezwolił grzeszyć" (Syr 15, 19-20), jak i nauczaniem Kościoła: "Przede wszystkim trzeba jasno stwierdzić, żadna ludzka władza (...) nie może wydać pozytywnego upoważnienia do nauczania lub czynienie tego, co byłoby wbrew religijnej prawdzie lub dobru moralnemu (...) Nawet Bóg nie mógłby dać takiego pozytywnego przykazania lub upoważnienia, gdyż stałoby to w sprzeczności z Jego absolutną prawdą i świętością” (Pius XII, przemówienie "Ci riesce"). Podsumujmy więc: jeśli coś jest ze swej istoty złe, nawet Najwyższy nie może polecić tego czynić, gdyż w ten sposób Bóg popadałby w sprzeczność z samym sobą. Wszechmogący nakazał jednak niszczenie cudzej własności, gdy ta była wykorzystywana w niegodziwych celach. Jasnym jest więc, iż nie stanowi formy kradzieży, ani nie jest czymś z natury niemoralnym niszczenie rzeczy, które co prawda nie należą do nas, ale są narzędziami mordowania dusz ludzkich. Zapewne wielu w tym miejscu wskaże na starotestamentowe prawa o rozwodzie, wielożeństwie, jako dowody na to, iż Najwyższy aprobował czasami cudzołóstwo, poligamię i mordowanie niewinnych. Powie więc ktoś, iż Pan Bóg w pewnych warunkach akceptował czynienie aktów, które uważa się za złe z natury. Tym samym nie wykluczone byłoby, ze Boże polecenia niszczenie bałwanów wcale nie oznaczają jeszcze, iż gwałcenie w podobny sposób i w podobnych warunkach cudzej własności, jest wolne od grzechu. Błąd tego rodzaju myślenia polega na myleniu akceptacji z tolerancją. Prawdą jest, iż w Starym Testamencie funkcjonowały pewne złe zwyczaje, jak np. rozwody czy poligamia. Tyle tylko, że były one przez Pana Boga tolerowane, a nie nakazywane. Wszechmocny co prawda nie karał wówczas tych rzeczy, ale w całym Starym Testamencie nie znajdziemy żadnego fragmentu, w którym Najwyższy nakazał komukolwiek porzucenie własnej żony i poślubienie następnej, albo też posiadanie kilku żon. Wielu myli fakt relacjonowania przez Biblię pewnych wydarzeń z ich promowaniem. To błąd. W Starym Testamencie przeczytamy o wielu wybitnych ludziach, którzy mieli więcej niż jedną żonę (Abraham. Salomon), albo też cudzołożyli (Dawid), ale nie znajdziemy tam fragmentów, w których Pan Bóg nakazywał by im czynienie takich rzeczy. Pan Bóg jednak wyraźnie nakazał, a nie tylko tolerował niszczenie pogańskich bałwanów. Święci niszczyciele bożków Kolejnym dowodem na to, iż niszczenie cudzej własności, która wykorzystywane jest do szerzenia zła, nie stanowi czegoś nieprawego ze swej istoty jest fakt wyniesienia przez Kościół na ołtarze ludzi, którzy właśnie w ten sposób czynili. Niemało jest Świętych, którzy nie pytając się posiadaczy o zgodę, burzyli lub palili (ewentualnie zachęcali do tego innych) wizerunki pogańskich bożków. Tytułem przykładu wymienię tu choćby śś.: Epimacha, Marcina, Teodora, Benedykta, Bonifacego, Abramiusa, Franciszka Ksawerego. Ks. Piotr Skarga w ten sposób komentował czyny tych Świętych: „Co tym za wielką cnotę i mężny, a z miłości Bożej i ludzkiego zbawienia pochodzący uczynek, ku wiecznej chwale ich i odpłacie poczytano jest. Czym nie czynili szkody bliźnim, ale je do rozumu dobrego i poznania prawego Boga prowadzili i na to żywot swój i gardło ważyli; woląc umrzeć, a czci Boskiej i duszom ludzkim pomóc; bo i oni poganie, którzy na tego Epimacha, albo i Teodora i innych ono serce mężne patrzyli, gdy mówili: jam spalił, jam to pokołatał, przeto abyście czartów swoich nieprzyjaciół w takiej czci nie mieli i jemu należną cześć oddając, zbawienie swoje pozyskiwali; nie mogło być, aby się byli niektórzy tym nie budowali i ku lepszemu baczeniu i swojemu dobremu nie przywodzili”. Choć podawane powyżej przykłady z Biblii i żywotów Świętych odnoszą się do niszczenia bałwanów, to jednakoż wszystko to na podobnej zasadzie można odnieść do niszczenia pornografii. Nie ulega przecież wątpliwości, że zarówno bałwochwalstwo jak i pornografia są nieprawościami. Nieposłuszeństwo władzy? Nieco bardziej skomplikowanym zagadnieniem jest kwestia uzgodnienia moralnego prawa do niszczenia (cudzej) pornografii z obowiązkiem posłuszeństwa, jakie winniśmy okazywać władzom cywilnym. Jeśli bowiem w danym kraju rozprzestrzenianie pornografii i innych obrzydliwości jest na nieszczęście dusz ludzkich oficjalnie legalne i bezkarne, to niszczenie takich rzeczy oznacza łamanie prawa, a co za tym idzie nieposłuszeństwo władzy. Niestety nie da się tej kwestii rozwiązać po prostu poprzez odwołanie się do biblijnej zasady mówiącej, iż „Boga trzeba bardziej słuchać niż ludzi”. Wedle doktryny katolickiej nieposłuszeństwo władzy można okazać jedynie wówczas, gdy ta nakazuje nam coś, co ewidentnie jest sprzeczne z Bożą wolą. Łatwo jest wskazać na przykłady czynów, które ewidentnie stoją w sprzeczności z Bożym prawem. Są to choćby wspomniane wyżej akty wewnętrznie złe, a więc np. bałwochwalstwo, mord niewinnego, cudzołóstwo, kłamstwo. Nie wolno ich czynić nigdy i nigdzie, a więc również nie można spełniać rozkazów nakazujących ich popełnienie. Czy jednak ewidentnie kłóci się z wolą Najwyższego rezygnacja z niszczenia cudzych okropności? Samo w sobie, niszczenie (cudzej) pornografii i innych obrzydliwości jest dobrem i dlatego nie sprzeciwia się Panu Bogu. Problem polega jednak na tym, iż Najwyższy nie nakazał czynić podobnych rzeczy zawsze i wszędzie. Może zajść niejedna sytuacja, która usprawiedliwi nas z obowiązku niszczenia pornografii. Porównajmy to z chrześcijańskim obowiązkiem karmienia głodnych. Czyn ten jest chwalebny, ale nie można powiedzieć, że nienakarmienie głodnego zawsze będzie nieprawością. Wszak oczywistym jest, iż np. kto nie ma sam nic do jedzenia nie zgrzeszy, jeśli nie da komuś pożywienia, a to z tej prostej przyczyny, że nie będzie miał ku temu możliwości. Z drugiej strony jednak czy wolny byłby od ewidentnego grzechu bogacz, który nie chciał dać jeść biednemu? Inny przykład: ratowanie niewinnych i bezbronnych jest dobrym uczynkiem. Niespełnienie tego dobrego uczynku może jednak być wolne od wszelkiego grzechu, choćby wówczas, gdy ktoś jest kaleką i z tej oczywistej racji nie jest w stanie nikogo fizycznie obronić. Czy da się to samo powiedzieć w stosunku do silnego i zdrowego mężczyzny? Wydaje się więc, iż prawo, które nakazuje zaniechanie czynienia dobra, wówczas, gdy owo dobro mogło by być zrealizowane, ma charakter zmuszającego do ewidentnego zła. W przeciwnym razie doszlibyśmy do wniosku, należałoby być nieposłusznym nazistowskim rozkazom mordowania Żydów, jednak z drugiej strony posłuszeństwo trzeba było okazać prawu, które zakazywało ratowania tych ludzi przez zagładą. Najbardziej logicznym wnioskiem, jakie możemy wysunąć z rozważania powyższych przykładów wydaje się być stwierdzenie, iż chrześcijanie nie są zobligowani do posłuszeństwa prawom, które zakazują niszczenia pornografii i innych obrzydliwości. W podobny sposób myśleli wyżej przywołani Święci, którzy niszcząc czczone przez innych bożki, byli tym samym nieposłuszni prawom cywilnym, które ochraniały i wspierały bałwochwalstwo (m.in. zabraniając niszczenia bałwanów). Warto jednak zauważyć, iż różne formy propagandy niemoralności, są pod względem ich legalności, nierzadko bardzo wątpliwe. Nawet w obecnych czasach prawodawstwo sporej części liberalnych krajów zawiera przepisy zabraniające rozpowszechniania pornografii w sposób, który narzuca się ludziom nie chcącym mieć z nią kontaktu. Co prawda tego rodzaju sformułowania pozostawiają niemały obszar do interpretacji, jednakże z drugiej strony stawiają one duży znak zapytania, czy np. kioskarze wystawiający pornografię w swych witrynach, pozostają w zgodzie z literą prawa. Inną okolicznością, którą trzeba dostrzec jest fakt, iż np. plakaty promujące niemoralność niemoralność okultyzm często są rozwieszane w niedozwolonych do tego miejscach. Mój znajomy zakonnik –egzorcysta z Krakowa regularnie niszczy tego rodzaju reklamy i pewnego razu udzieli mu na to zgody nawet policjanci, którzy stwierdzili, że zgodne z prawem jest niszczenie materiałów rozlepianych w nielegalny sposób. W świetle wszystkich powyższych rozważań najbardziej prawdopodobną i rozsądną odpowiedzią na pytanie postawione w tytule tego artykułu jest stwierdzenie: niszczenie cudzej pornografii i innych obrzydliwości nie będących naszą własnością nie stanowi nieprawości, a co więcej może być czymś wielce chwalebnym dla chrześcijan.

|