|
Jeszcze o tradycyjnym absolutyzmie moralnym
22.01.2007
Niedawno (w styczniu 2007 r.) zainicjowałem dyskusję na jednym z forów internetowych. Zadałem nań pytanie jego uczestnikom: czy uważają za dozwolone zamordowanie niewinnego człowieka, cudzołóstwo lub homoseksualizm w celu ratowania większej grupy niewinnych ludzi przed masakrą. Członkowie, tegoż forum, w zdecydowanej większości, osoby uważające się za konserwatywnych, a czasami wręcz tradycyjnych, katolików w przygniatającej większości (bodajże poza jednym wyjątkiem) broniły słuszności ucieknięcia się do cudzołóstwa lub homoseksualizmu w ekstremalnej sytuacji. Nieco bardziej podzielone zdania były jedynie co do tego, czy godzi się mordować niewinnego lub niewinnych w zamiarze uratowania przed śmiercią większej ilości niewinnych osób. I tu jednak daleko było do powszechnego odrzucenia pomysłu zabijania jednych niewinnych w celu ocalenia innych niewinnych. Cóż, nie mogę powiedzieć, żebym był zdziwiony takimi reakcjami, nawet jeśli pochodzą one z kręgów konserwatywnych. "Cel nie uświęca środków" jest zasadą, na którą, co prawda wielu z różnych stron, co chwila się powołuje. O tej zasadzie pamięta się jednak zazwyczaj, wówczas gdy jest nam to wygodne, a dziwnie popada ona w zapomnienie przy innych okazjach. Niestety, tradycyjna nauka katolicka piętnująca regułę "Cel uświęca środki" jest akceptowana jedynie w jej bardzo wąskim zakresie. Zazwyczaj, gdy dochodzi do konkretów, okazuje się, iż zawsze znajdzie się na tyle szlachetny i wielki cel, który zdoła uświęcić choćby najobrzydliwszy ze środków. Św. Pio o etyce sytuacyjnej Nie zamierzam w tym miejscu przytaczać licznych cytatów z Magisterium kościelnego potępiających etykę sytuacyjną. Chciałbym jedynie odwołać się do św. Pio z Pietlerciny, który w czasie II wojny światowej do jednej z penitentek wyznającej, iż kłamała w celu osiągnięcia dobra rzekł: " Robić zło w dobrym celu? Pomyśl: nawet, gdybym mógł jednym kłamstwem zakończyć ten konflikt (tzn. wojnę), nie zrobiłbym tego, choć może zdziałałbym wiele dobrego!" (patrz: Marcellino Iasenzaniro, "<<Ojciec>> Święty Pio z Pietrelciny. Misja ocalenia dusz - świadectwa", San Giovanni Rotondo 2006, s. 154). Jest to bardzo znamienna i ważna wypowiedź, szczególnie w kontekście obrony dopuszczalności sięgania po cudzołóstwo, homoseksualizm, a nawet mord niewinnego, celem osiągnięcia wielkiego dobra. Zastanówmy się przez chwilę. Każda wojna jest wielką okazją do grzechu, która wyzwala ogrom zła i niegodziwości. II wojna światowa była jednym z najstraszniejszych wydarzeń w historii świata. Jej przerażającymi owocami były m.in.: · prawie 60 mln ofiar śmiertelnych, w większości niewinnych i bezbronnych cywilów: starców, niewiast i dzieci. · masowe mordy i akty ludobójstwa inspirowane nienawiścią rasową, dokonywane nierzadko z zimną krwią i wyrachowanym okrucieństwem. · próba całkowitego lub częściowego starcia z powierzchni grup etnicznych uznanych za "niższe rasowo" lub "podludzi" · setki obozów koncentracyjnych w których dochodziło do poniżania ludzkiej godności na niesamowitą skalę. · prześladowanie wiary katolickiej i chrześcijan: eksterminacja tysięcy duchownych, rozliczne akty bluźnierstw, profanacji i świętokradztw, palenie i niszczenie kościołów, obiektów sakralnych, etc. · próba zarażenia całych narodów bezbożną ideologią nazistowską. · zgwałcenia dokonane na milionach bezbronnych kobiet. · zachęcanie wielu dusz do otwartej niemoralności (przykładowo w Polsce, władze okupacyjne nakazały zalegalizowanie i propagowanie aborcyjnego dzieciobójstwa, homoseksualizmu i antykoncepcji; warto też wspomnieć o dziesiątkach tysięcy niewiast służących jako prostytutki na potrzeby hitlerowskiej armii). · trudna do odgadnięcia otchłań rozpaczy i beznadziei w jakiej pogrążyło się wielu ludzi. Zapewne o części z powyższych okropności II wojny światowej, podczas jej trwania, św. Pio nie miał większego pojęcia. Jednak choćby jedna z tych złych rzeczy byłaby wystarczająco ważnym powodem, aby w celu położenia jej kresu dokonać wielu ofiar i poświęceń. Św. Pio wiedział o tym, jednakże stwierdził, iż położenie kresu wszystkim wojennym okropnościom nie jest wystarczającym powodem by złożyć "ofiarę" z Bożego zakazu kłamstwa. Cóż więc, św. Pio powiedziałby o pomysłach ratowania niewinnych za pomocą cudzołóstwa, homoseksualizmu, a nawet mordu niewinnego? Czyż bowiem kłamstwo w zestawieniu z wymienionymi wyżej nieprawościami nie jest małym grzechem? W hierarchii nieprawości kłamstwo sytuuje się na jednym z najniższych szczebli. Mimo to, św. Pio stwierdził, iż nie dokonałby tej jednej małej obrzydliwości nawet, gdyby za jej pomocą udałoby się zatamować całe morze znacznie większych i bardziej obrażających Pana Boga i radujących diabła nieprawości. Dlaczego? Św. Pio jako żarliwy i prawowierny kapłan wiedział, iż najmniejsza z nieprawości nie może być bronią przeciw choćby najbardziej monstrualnej i przerażającej niemoralności. To proste: zła nie zwalcza się złem, ale dobrem. Dobro, które osiąga się poprzez tryumf jednego zła nad drugim, jest zbudowane na bardzo kruchym fundamencie i prędzej czy później zostanie zniszczone poprzez rozrastające się złe ziarno, jakie legło u jego fundamentów. Nie znaczy to, iż w obliczu nieprawości jedynymi dozwolonymi środkami walki są modlitwa, post, upomnienie, etc. Z pewnością chrześcijanin ma do dyspozycji wiele innych metod walki. Istnieją jednak nieprzekraczalne granice, poza które nie wolno się nigdy posuwać. Tą granicą są tu negatywne normy moralne. Musimy wierzyć, iż nie wszystko zależy od naszych działań. Tradycyjne przysłowie mówi: " Człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi". Winniśmy czynić wszystko co moralne i godziwe w walce z nieprawością. Poza tą granicę nie możemy się posuwać ani o krok. Musimy wierzyć, iż jeśli będzie taka wola Boga, to ustrzeże nas i innych przed niebezpieczeństwem bez uciekania się do choćby najmniejszej nieprawości. Pamiętajmy, iż heroiczna wiara i ufność potrafi uspokoić groźne lwy (Dn 6), uczynić łagodnym ogień (Dn 3), uczynić mur z wody pośrodku Morza Czerwonego (Wj 14, 22), sprawić, iż będziemy chodzić po wodzie (Mt 14, 29), zatrzymać księżyc i słońce w ich wędrówce (Joz 10, 13). Z drugiej strony Pan Bóg nie musi nas i osoby powierzone naszej pieczy wybawiać z każdej opresji i niebezpieczeństwa. Wówczas to winniśmy z pokorą i ufnością w Bożą opatrzność przyjąć każde nieszczęście, jakie nas spotka. Po co nam Katechizm? Zastanawiałem się nad tym, jak można pogodzić głoszenie moralnej dopuszczalności uciekania się do ewidentnie niemoralnych czynów w ekstremalnych okolicznościach z przekonaniem o tym, iż wciąż jest się wiernym nauce katolickiej. Chwilami nawet rozważałem, czy to ja się nie mylę, uważając, iż nigdy i nigdzie nie wolno łamać negatywnych norm moralnych. Może się bowiem zdarzyć, iż poszczególni katolicy błędnie interpretują doktrynę Kościoła. Co więcej istnieją akty Magisterium, których pełne i właściwe znaczenie możemy ustalić tylko w odwołaniu się do innych dokumentów kościelnych. Może być tak, iż na pierwszy "rzut oka" jakiś akt Magisterium wydaje się być jasny, ale dopiero, gdy skonfrontujemy do innymi orzeczeniami Kościoła na ten sam temat, widzimy, iż nasze pierwotne jego rozumienie było po części zniekształcone i błędne, nawet jeśli sama jego treść wydawała się jasna i klarowna. Innymi słowy: coś może się nam wydawać w 100 proc. jasne, choć jest ono jasne jedynie w 80 lub 90 proc. Zastanawiałem się więc, coś takiego nie zachodzi i w tym wypadku. Chętnie podam poniżej kilka przykładów dokumentów kościelnych, których treść wydaje się być na pierwszy rzut oka jasna, jednak tak naprawdę istnieje w nich pewna furtka interpretacyjna: · Sobór Watykański II naucza, iż okaleczenia są: " czymś haniebnym; zakażają cywilizację ludzką (...) i są jak najbardziej sprzeczne z czcią należną Stwórcy" (tamże: "Gaudium et Spes", n. 27). Pierwsze wrażenie jest następujące: okaleczenie są czymś złym, a więc nigdy nie powinniśmy się do nich uciekać. Wszak Vaticanum II nie dzieli okaleczeń na "dobre" i "złe". Co jednak choćby z operacjami medycznymi, które przecież ze swej istoty polegają na okaleczaniu ciała ludzkiego? W oderwaniu od innych dokumentów kościelnych, moglibyśmy dojść do wniosku, iż tenże Sobór piętnuje także zabiegi chirurgiczne. Gdy sięgniemy jednak do innych aktów Magisterium wypowiadających się na ten temat widzimy jednak, iż za moralnie dozwolone uznaje się nie tylko operacje medyczne, ale również okaleczenia stosowane względem złoczyńców, zaś godne potępienia jest stosowanie takich praktyk jedynie względem niewinnych osób. Tak też, choć Vaticanum II nie stwierdza, iż pewne rodzaje okaleczeń mogą być moralnie dopuszczalne, szerszy kontekst doktrynalny pozwala na jasne wyciągnięcie takiego wniosku. · Sobór Nicejski II skierował do chrześcijan następujące polecenie: " niech unikają natomiast zwyczaju przyglądania się przedstawieniom teatralnym, słuchania szatańskich śpiewów, patrzenia na muzykantów (...)" (tamże: kanon 22). Na pierwszy rzut oka wydaje się, iż Kościół w dokumencie tym twierdzi, iż wszystkie widowiska teatralne, śpiewy i utwory muzyczne są złe. Wszak nie rozróżnia się tu na "dobry" i "zły" teatr, "dobre" i "złe" śpiewy. Piętnuje się tu te rzeczy bez zastrzeżenia, iż mogą istnieć godziwe przedstawienia teatralne i dobre śpiewy. Szersze spojrzenie na doktrynę katolicką przekonuje jednak, iż rzeczy tych nie uważa się za - same w sobie - niemoralne. Faktem jest natomiast to, iż bardzo wiele widowisk teatralnych oraz utworów muzycznych szerzyło (i wciąż szerzy) różnego rodzaju nieprawości i dlatego też Kościół święty niejednokrotnie przeciw nim występował, co nie jest jednak równoznaczne ze stwierdzeniem, iż nigdy i nigdzie, nie było i nie będzie żadnego dobrego przedstawienia teatralnego lub utworu muzycznego. Widzimy więc, iż czasami nasze pierwsze wrażenia co do znaczenia pewnych wypowiedzi kościelnych mogą być mylne. Może się tak dziać wówczas, gdy istnieje w danym sformułowaniu jakaś, choćby mała luka interpretacyjna. Przykładowo, w powyższych aktach Magisterium napiętnowano okaleczenia, widowiska teatralne i śpiewy, jednak nie stwierdzono, iż zabrania się wszelkiego rodzaju okaleczeń, widowisk teatralnych i śpiewów. Nie nauczano, iż rzeczy te są zawsze i wszędzie zakazane, niezależnie od wszelkich okoliczności i intencji. Kościół święty bez popadania w sprzeczność mógł więc stwierdzić, iż pewnego rodzaju okaleczenia, widowiska teatralne i śpiewy są moralnie dozwolone. Może więc Kościół święty w swym nauczaniu o istnieniu uczynków wewnętrznie złych zostawił jakąś furtkę, która pozwoliłaby na uznanie ich za dozwolone, w pewnych szczególnych okolicznościach? Może piętnując takie czyny, doktryna katolicka nie zastrzegła, iż są one zakazane "zawsze i wszędzie"? "Problem" z tradycyjnym nauczaniem Kościoła o absolutnej nienaruszalności negatywnych zasad moralnych polega właśnie na tym, iż nie zawiera ono żadnych luk interpretacyjnych. Doktryna katolicka jest tak jasna i klarowna w tym względzie, iż nawet najbardziej wymyślne akrobacje umysłowe nie mogę jej tu w żaden sposób osłabić. Magisterium ucząc w odniesieniu do aktów wewnętrznie nieuporządkowanych, używa bowiem takich sformułowań jak: · (ich zakaz obowiązuje) " wszystkich i każdego, zawsze i w każdej okoliczności" (Jan Paweł II, enc. "Veritatis Splendor", n. 52, dalej VS). · (zakaz ten obowiązuje) " bez wyjątku, ponieważ wyboru takiego postępowania w żadnym przypadku nie da się pogodzić z dobrocią woli osoby działającej, z jej powołaniem do życia z Bogiem i do komunii z bliźnim" (VS, n. 52). · negatywnych norm moralnych nie wolno łamać: " nikomu i nigdy", obowiązują one " bezwzględnie" i "wszystkich" (VS, n. 52). · obowiązują " zawsze i w każdej sytuacji" (VS, n. 52). · "istnieją zachowania, które nigdy i w żadnej okoliczności nie mogą uchodzić za działania właściwe - to znaczy za zgodne z ludzką godnością" (VS, n. 52) · "nie należy nigdy popełniać czynów zabronionych przez przykazania moralne, ujęte w formie negatywnej w Starym i Nowym Testamencie" (VS, n. 52). · "Tak więc okoliczności lub intencje nie zdołają nigdy przekształcić czynu ze swej istoty niegodziwego ze względu na przedmiot w czyn <<subiektywnie>> godziwy lub taki którego wybór można usprawiedliwić (...)" (VS, n. 81). · "Męczeństwo odrzuca jako złudne i fałszywe wszelkie ludzkie tłumaczenia, jakimi usiłowałoby się usprawiedliwić - nawet w wyjątkowych okolicznościach - akty moralnie złe ze swej istoty" (VS, n. 92) · "Istnieją czyny, które z siebie i w sobie, niezależnie od okoliczności i intencji, są zawsze i bezwzględnie niedozwolone ze względu na ich przedmiot" (Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 1756, dalej KKK). · "Okoliczności nie mogą same z siebie zmienić jakości moralnej samych czynów; nie mogą uczynić ani dobrym, ani słusznym tego działania, które jest samo w sobie złe" (KKK, n. 1754). · "nigdy nie wolno, nawet dla najpoważniejszych przyczyn, czynić zła, aby wynikło z niego dobro. Innymi słowy, nie wolno wziąć za przedmiot pozytywnego aktu woli tego co ze swej istoty narusza ład moralny - a co tym samym należy uznać za niegodne człowieka - nawet w wypadku, jeśli zostaje to dokonane w zamiarze zachowania lub pomnożenia dóbr poszczególnych ludzi, rodzin lub społeczeństw" (Paweł VI, "Humanae vitae" 14). "Zawsze i wszędzie", "nigdy", "nigdzie", "w każdej sytuacji", "bezwzględnie niedozwolone", "w żadnej okoliczności" - doprawdy są to sformułowania, które zamykają drogę do wszelkiej interpretacji. Co więcej, takie czyny jak: nierząd, cudzołóstwo i morderstwo niewinnego - pomijając fakt, iż tradycyjna nauka katolicka zalicza je do aktów wewnętrznie złych - są wprost wymienione w Katechizmie jako zachowania " zawsze i bezwzględnie niedozwolone niezależnie od okoliczności i intencji", takie, "których wybór jest zawsze błędny" (KKK, n. 1755-1756). W jaki więc sposób prawowierny chrześcijanin może utrzymywać, iż pewne - złe ze swej istoty - zachowania mogą być w ekstremalnych okolicznościach dozwolone? Czy można utrzymywać, iż np. Boży zakaz cudzołóstwo obowiązuje "zawsze i wszędzie", "nigdy i nigdzie", "każdej sytuacji" ale jednak "czasami" i "w pewnych ekstremalnych sytuacjach" traci on swą moc? Czy można twierdzić, iż zgadzamy się ze zdaniem: "nigdy nie wolno, nawet dla najpoważniejszych przyczyn, czynić zła, aby wynikło z niego dobro", by za chwilę mówić: "No, ale czasami istnieją tak poważne przyczyny, że wolno czynić zło"? Odpowiedź na te pytania jest prosta: w żaden sposób nie da się pogodzić takich twierdzeń. Albo coś jest zakazane zawsze i wszędzie, w każdej okoliczności, albo też istnieją od niego wyjątki. Nie da się obu tych twierdzeń ze sobą pogodzić. Jest to niemożliwe, w takim samym stopniu jak bycie jednocześnie ogniem i wodą, słoniem i mrówką. Konkluzja jest tu prosta: jeśli chcemy pozostać rzymskimi katolikami musimy zaakceptować nauczanie o tym, iż nierząd, morderstwo niewinnego, cudzołóstwo i homoseksualizm są aktami wewnętrznie złymi, a więc są one zabronione "zawsze i wszędzie", "w każdej sytuacji", "niezależnie od okoliczności", tak więc nie wolno ich czynić "nawet dla najpoważniejszych przyczyn, (...) nawet w wypadku, jeśli zostaje to dokonane w zamiarze zachowania lub pomnożenia dóbr poszczególnych ludzi, rodzin lub społeczeństw". Tradycyjne nauczanie Kościoła jest w tej mierze tak jasne i klarowne, że jeśli odrzucimy je, to równie dobrze możemy zanegować w nim wszystko. Chyba żadna z prawd wiary i moralności nie została wyłożona bowiem przez Magisterium w taki, nie pozostawiający absolutnie żadnego pola do interpretacji sposób. Jeśli bowiem stwierdzimy, iż to co jest "bezwzględnie niedozwolone", "nigdy i nigdzie dopuszczalne" może być jednak z pewnych względów dozwolone, to jaka przeszkoda stoi na przeszkodzie, by powiedzieć, iż np. co prawda Najświętsza Panna jest "zawsze Dziewicą", ale jednak "czasami nią nie jest"?

|