|
Niebezpieczeństwa tańców damsko-męskich: zastrzeżenia, pytania, odpowiedzi.
17.08.2007
1. Co należy rozumieć przez pojęciem "tańców damsko-męskich"? Pod pojęciem "tańców damsko-męskich" lub "towarzyskich" należy rozumieć tu pląsy w których osoby różnej płci w celach rozrywkowych są ze sobą ściśle wymieszane (np. dyskoteki), albo pląsy polegające na dobieraniu się osób odmiennej płci w pary i tańczeniu ze sobą ("walc", "tango", "cha cha", etc.). Mianem "tańców damsko-męskich" można też nazwać tańce w których osoby odmiennej płci pląsają co prawda osobno, jednak wyraźnym ich celem podkreślenie własnej seksualnej atrakcyjności w oczach osób płci przeciwnej (np. "stripteaz", "go go", "kankan"). 2. Czy jedynie z tańcami damsko-męskimi są związane niebezpieczeństwa? Najwięcej zagrożeń związanych jest z tańcami damsko-męskimi, dlatego też o nich będziemy mówić. Kwestia tańców, w których mężczyźni i kobiety oddają się pląsom oddzielnie jest zdecydowanie bardziej złożona. Wiele z tych tańców może być sposobem na wyrażanie niewinnej radości, a nawet mogą one chwalić Pana Boga. Z drugiej strony część takich tańców może być związana z bałwochwalstwem albo kultem buntu i agresji (np. pogo). Rzecz jasna tańce, którym oddają się w swym własnym gronie wyłącznie mężczyźni i kobiety, ale posiadający homoseksualne tendencje, są nie mniej niebezpieczne niż tańce płciowo mieszane. Tym nie mniej bez wątpienia tańce, w których obie płcie pląsają osobno niosą znacznie mniej zagrożeń, aniżeli tańce damsko-męskie. 3. Pan Jezus był na weselu, a więc usankcjonował tańce damsko-męskie. Owszem Zbawiciel bawił się na weselu, nie znaczy to jednak, iż zaaprobował w ten sposób tańce damsko-męskie. Taka sugestia wynika z całkowitej nieznajomości tamtejszych historyczno-kulturowych realiów. Tradycyjna kultura blisko-wschodnia, w ramach, której żył Pan Jezus i powstawała Biblia. absolutnie nie znała czegoś takiego jak tańce damsko-męskie. Zabawy taneczne w tamtym czasie i miejscu zawsze polegały na ścisłym oddzieleniu mężczyzn i kobiet. Do dziś zresztą Bliski Wschód w niewielkim stopniu zaakceptował damsko-męskie tańce. Nadal odrzucają je ortodoksyjni i konserwatywni żydzi oraz muzułmanie. Z tego też względu nie można odbierać jako poparcia dla tańców damsko-męskich pewnych ustępów z Biblii, gdzie mowa jest o tańczeniu, jako sposobie oddawanie czci Wszechmogącemu. Po pierwsze bowiem: jak już to wyżej nakreśliliśmy dawna kultura blisko-wschodnia nie znała tańców damsko-męskich. Po drugie: owe biblijne opisy tańców w żaden sposób nie wskazują na to, iż miały one damsko-męski charakter, a wprost przeciwnie. Dlatego też nie można się dziwić, iż nawet w przedsoborowej liturgii katolickiej, w niektórych diecezjach zaakceptowano tańce,w których obie płcie są rozdzielone. Przykładem tego może być tzw. taniec niewinności odbywający się kościołach Sewilli, a zaaprobowany przez św. Piusa V. 4. Jaka jest więc tradycyjna nauka katolicka w kwestii tańców damsko-męskich? Ogólnie rzecz biorąc zdecydowanie krytyczna. Tradycyjna teologia katolicka, od pierwszych wieków chrześcijaństwa, aż do lat 50 - tych 20 stulecia, określała, iż takowe tańce są dla ogromnej większości ludzi praktycznie zawsze lub prawie zawsze bliską okazją do grzechu. Ojcowie, Doktorowie, Święci, teologowie, Papieże i synody kościelne przez dwadzieścia stuleci niezmiennie przestrzegali przed tańcami damsko-męskimi, zwąc je "szkołami rozpusty" (św. Bazyli Wielki), miejscem, gdzie "płaczą aniołowie, a czart obchodzi swoją uroczystość" (św. Efrem), "prawdziwą świątynią diabelską" (św. Jan Chryzostom), " zbiorem nieprawości, trumną niewinności i grobem czystości" (św. Ambroży), "kołem, którego punktem środkowym jest szatan, a obwodem jego słudzy" (św. Karol Boromeusz), "przyciągającymi do siebie truciznę namiętności ludzkich i powszechnego zepsucia" (św. Franciszek Salezy), "warsztatem każdej wszeteczności, cudzołóstwa i przyczyną grzechów wszelakich" (ks. Jakub Wujek), "powrozem, którym szatan ściąga dusze do piekła" (św. Jan Maria Vianney). Kościół święty niejednokrotnie oficjalnie zakazywał tańców damsko-męskich jako: "haniebnych" (Synod Akwizgrański) "szaleńczych" (Synod Reński), "sztuki i ponęty szatańskiej" (Synod Turyński). W XVIII stuleciu papież Benedykt XIV nazwał wszystkie ówczesne bale "brudną rozrywką". W XIX wieku, kiedy popularne stały się takie tańce jak: walc, kankan, galopada, polka, prawowite władze kościelne wydały szereg formalnych rozporządzeń, w których stanowczo zakazywano katolikom brania udziału w takowych tańcach. Walc zostały potępiony nawet przez samego Leona XII. W pierwszej połowie XX stulecia, gdy na parkietach zaczęły królować tańce latynoamerykańskie, etc. szereg krajowych episkopatów, np. biskupi Francji, Polski, Austrii potępili takie tańce jak: tango, shimmy, foxtrot, onestep. I w tym wypadku warto dodać, iż pierwszy z tych tańców - tango został zabroniony katolikom przez św. Piusa X. W odniesieniu do tańców, które weszły w modę na przełomie XIX i XX wieku, papież Benedykt XV pisał, iż są one: " jedne gorsze od drugich i stanowią najskuteczniejszy środek do pozbycia się wszelkiej wstydliwości" ("Sacra Propediem"), zaś Pius XI nazywał je "bezwstydnymi" ("Ubi Arcano"). 5. Czy w ramach tradycyjnej nauki katolickiej zachodziły jakieś różnice zdań w kwestii niebezpieczeństw tańców damsko-męskich? Owszem. Nie są to jednak różnice wielkie i pewnym stopniu uwarunkowane są one specyfiką historyczno-kulturową. Poza tym rozbieżności te zasadniczo nie osłabiają zdecydowanie krytycznego stanowiska katolicyzmu względem tańców. Otóż w ramach katolickiej krytyki zabaw tanecznych wykształciły się dwa kierunki: pierwszy optował za zdecydowanym zakazem wszelkich tańców damsko-męskich, drugi stanowczo ich odradzał, jednak bardzo niechętnie godził się na nie w pewnych rzadkich sytuacjach. Reprezentantem pierwszego kierunku może być uznany św. Jan Maria Vianney. Ten wielki kapłan 25 lat ze swej posługi kapłańskiej spędził, na wykorzenianiu ze swej parafii tańca. Św. Proboszcz z Ars w kościelnej kaplicy pw. św. Jana Chrzciciela umieścił napis : "Jego głowa stała się zapłatą za taniec", a penitentom odmawiał rozgrzeszenia za sam bierny udział w zabawach tanecznych. Kiedy, pewna hrabina, planowała urządzić na swym dworze bal z udziałem tylko "dobrych tańców", jednocześnie wyrzucając Świętemu, iż błądzi potępiając wszelkie zabawy taneczne, Proboszcz z Ars w odpowiedzi wygłosił niedzielne kazanie, w którym stwierdził, iż "taniec zaludnia piekło" i "jest ohydą w oczach Bożych, obojętnie gdzie się odbywa: pod drzewami orzechowymi, w karczmie czy we dworze". Przedstawicielem drugiego ze wspomnianych kierunków jest św. Franciszek Salezy. Mówiąc o współczesnych mu balach twierdził, iż "wielką szkodę przynoszą dla duszy", "przyciągają do siebie truciznę namiętności ludzkich i powszechnego zepsucia" oraz radził rozważać, jak to: "Wówczas kiedy tańczyliście na balu, mnóstwo dusz gorzało w piekle, za grzechy popełnione w tańcu, lub za złe następstwa, które wyniknęły z tańców". Jednocześnie jednak ów Święty dopuszczał możliwość sporadycznego wzięcia udziału w balu: "Jeżeli przypadkiem nie będziecie mogli w żaden sposób wymówić się od pójścia na bal; starajcie się, by taniec porządnie się odbywał we wszystkim, pod względem dobrych zamiarów, skromności, godności i przyzwoitości; tańczcie najmniej ile możecie, z obawy, aby serce wasze do tego się przywiązało". Warto jednak przy tym dodać, iż ogół współczesnych (a więc 16-wiecznych) św. Franciszkowi Salezemu tańców znacznie różnił się od stylu tanecznego, który wszedł w modę mniej więcej od 19 wieku, nie mówiąc już o tańcach z przełomu 20 i 21 stulecia. Otóż ogół szesnastowiecznych tańców damsko-męskich wyróżniał się znikomym kontaktem ciał obu płci. Ówczesne ruchy taneczne polegały na wdzięcznych podskokach, skłonach i krótkim, zdawkowym ujęciu dłoni partnerki. Trzeba przy tym jeszcze powiedzieć, iż nie wszystkie ówczesne autorytety kościelne podzielały owa nieznaczną ustępliwość św. Franciszka Salezego w tej kwestii. Przykładowo, żyjący mniej więcej w tym samym czasie, wybitny teolog katolicki, ks. Jakub Wujek w bezwzględny sposób piętnował wszelkie tańce damsko-męskie. Podobnie, czynił św. Karol Boromeusz. Więcej na temat tradycyjnej doktryny katolickiej o tańcach, znajdziesz w podrozdziale "Niebezpieczeństwa tańców damsko-męskich" działu "Dokumentacja", gdzie zebraliśmy 24 wymowne i czytelne świadectwa autorytetów kościelnych z różnych wieków poruszające te zagadnienie. 6. Tradycyjna katolicka krytyka tańców była uwarunkowana zupełnie innymi okolicznościami historyczno-kulturowymi, stąd też przenoszenie jej na ogół współczesnych zabaw tanecznych jest nieporozumieniem. Tak, tańce przed którymi przestrzegał Kościół święty przez 20 wieków, w dużej swej części, znacznie różniły się od pląsów, które w modę weszły, przez jakieś ostatnich 30 lat. Przykładowo, tańce, rozpowszechnione od średniowiecza, aż do początku XIX wieku, charakteryzowały się znikomym kontaktem cielesnym pomiędzy mężczyzną a kobietą (patrz: pkt 7, opis tańców za czasów św. Franciszka Salezego). Mimo to autorytety kościelne nie szczędziły im krytyki, a jedynie wahały się pomiędzy ich stanowczym potępieniem, a niechętnym i warunkowym przyzwoleniem na nie w rzadkich sytuacjach. Jeślibyśmy mieli doszukiwać się analogii pomiędzy dzisiejszymi a dawniejszymi tańcami, to owszem znaleźlibyśmy je wśród najzacieklej zwalczanych przez Kościół święty pląsów pogańskich ludów prymitywnych, starożytnej Grecji i Rzymu oraz w piętnowanym walcu tangu, kankanie, etc. które narodziły się w 19 i 20 stuleciu. Dzisiejsze tańce są odwzorowaniem właśnie tego rodzaju najgorszych pląsów, co do których radykalnej obrzydliwości i nieskromności Kościół nie miał najmniejszych wątpliwości. 7. Dlaczego twierdzicie, iż dzisiejsze tańce damsko-męskie stanowią odwzorowanie najgorszego rodzaju pląsów stanowczo napiętnowanych przez katolicyzm? Wystarczy przyjrzeć się układowi ruchów, gestom, strojom i ogólnej atmosferze dzisiejszych tańców by dojść do tego wniosku. Rozpowszechnione tańce dyskotekowe polegają na mniej lub bardziej wyrazistym naśladownictwie czynności seksualnych. Tancerki ,,trzęsą" i sugestywnie poruszają w tym tańcu piersiami, pośladkami, łonem, etc. Do tego dochodzi jeszcze nierzadkie rozkraczanie nóg w tańcu, etc. Mężczyźni ze swej strony też niekiedy wykonują rytmiczne ruchy biodrami w niedwuznaczny sposób (b. szybkie ,,kawałki" muzyki). Do tego należy dodać ścisłe przytulanie się w tańcu przez obie płcie (wolne ,,kawałki"), a często ,,przypadkowe" opadanie ,,zmęczonych" rąk mężczyzny na kobiece pośladki. Innymi zwyczajnymi ruchami tanecznymi są np. przykucanie niewiasty w ten sposób, iż jej twarz znajduje się na wysokości bioder mężczyzny, obracanie się tancerki tyłem do tancerza, w taki sposób, iż jej tylna część ciała łączy się z męskim łonem, etc. Dodajmy do tego strój: minispódnica odkrywająca długie nogi i uda lub długie spódnice z wycięciami aż pod majtki lub spodnie, tak obcisłe, że stanowiące druga skórę i dekolty, które więcej odsłaniają niż zasłaniają. Wszystko co zostało powyżej opisane nie stanowi bynajmniej jakiegoś ekstremum i nadużycia dyskotek, ale zalicza się do ich elementarnego zestawu i kanonu. Poza tym niemała część dyskotek do swej rozrywkowej oferty dołącza takie "atrakcje" jak: zamknięte w klatce nieskromnie ubrane i tańczące niewiasty; wybory "miss mokrego podkoszulka", walki kobiet w kisielu, konkursy "trzęsienia tyłeczkiem", a nawet stripteaz. Trudno nie doszukiwać się w tym miejscu jasnych analogii do pogańskich tańców płodności, które polegały właśnie na sugestywnym kręceniu, trzęsieniu, obracaniu erogennymi częściami ciała. Warto w tym miejscu przytoczyć opinię niejakiego Julio Finna, znawcy pop-kultury: "Wielu z tańczących boogie (rock'n' rolla) byłoby zaskoczonych wiedząc, iż to wszystko jest imitacją , niczym innym, jak naśladowaniem rytualnego tańca, który miał miejsce przez stulecia. Współczesny popularny taniec ma swój początek w świętym tańcu afro-kubańskiej bogini Oshun. Czasami Oshun spotyka (swego kochanka) i oto obejmują się oni w gorącym tańcu, w nieskrywanym i niezrównanym naśladownictwie cielesnej żądzy. Oshun zwykła tańczyć nago (...) teraz nie (...) lecz być może zobaczymy to znów, nie w świątyniach lecz w kabaretach i teatrach, jako wielki sukces białej cywilizacji. A jak wyglądają współczesne tańce nie-dyskotekowe? To nic innego jak różnorodne odmiany zakazanych katolikom w XIX i XX wieku walca, tanga, foxtrota, shimmy, onestepu, etc. Tyle, że dzisiejsze ich odmiany są znacznie bardziej wyuzdane i nieskromne od swych dawniejszych pierwowzorów. Ewolucja, jaką w ostatnich 30-40 latach przeszły tańce damsko-męskie poszła w kierunku radykalnego uwypuklenia ich nieskromności, bezwstydu i wyuzdania. Gdybyśmy mieli porównywać tańce przed którymi Kościół przestrzegał dawniej z dzisiejszymi pląsami moglibyśmy zestawić ze sobą jakieś przydrożne reklamy damskiej bielizny z najbardziej twardą, perwersyjną i zboczoną pornografią. 8. Ale, czy również w tradycyjnej teologii moralnej nie znajdują się elementy, które są przychylne tańcom damsko-męskim? Czyż św. Augustyn nie mówił: "Naucz się tańczyć, bo inaczej nie będziesz miał w Niebie nic do roboty"? Czy św. Joanna Beretta - Molla nie bywała na balach, a Pius XI nie pochwalił tanga? Przywołana powyżej wypowiedź św. Augustyna nie odnosi się do tańców damsko-męskich, ale rozdzielnopłciowych. Przypomnijmy, iż ten sam Święty w odniesieniu do tańców damsko-męskich mówił: "Lepiej jest całą niedzielę orać, niż spędzić ją na tańcach". O św. Joannie Beretcie - Molli wiemy jedynie tyle, iż owszem uczęszczała na bale, ale tańczyła na nich ze swym mężem. Nie są nam znane informacje, z których wynikało by, iż oddawała się ona pląsom z kimś, kto nie byłby jej mężem. Zresztą nawet, gdyby miało się okazać, iż tańczyła też z kimś innym, niż jej własny mąż, wówczas musielibyśmy jeszcze przeanalizować cały kontekst tej sprawy. Czy zrezygnowała z tego zwyczaju? Czy może ze względu na uwarunkowania kulturowo-psychologiczne w jakich przyszło jej żyć, Święta ta nie poznała katolickiej nauki o niebezpieczeństwie tańców, a co w związku z tym jej postępowanie w tym względzie, mogło mieć charakter niezawinionej niewiedzy?, etc. Więcej na ten temat można znaleźć w artykule pt. "Święta tanecznica?", który zamieszczony jest na tym portalu. Odnośnie rzekomej aprobaty, jakiej Pius XI miał udzielić tangu, to nie możemy się oprzeć wrażeniu, iż jest to jakaś karkołomna plotka, którą z radością podchwycili tradycyjni i konserwatywni obrońcy tańców damsko-męskich. Przyglądamy się uważnie stosunkowi katolicyzmu do tańców od jakiś 13 lat i doprawdy w żadnym katolickim opracowaniu (czy to współczesnym czy obecnym) nie znaleźliśmy śladu na potwierdzenie tej informacji. Jedynym źródłem, w którym odnaleźliśmy tą wieść są świeckie strony internetowe, w większości prowadzone przez zwolenników tańca. Co ciekawe w tychże informacjach brak jest jakiekolwiek powołania się na konkretne cytaty z Piusa XI, itp. Podejrzewamy więc, iż rzekoma aprobata, jaką ów Papież miał udzielić tangu, jest jakimś grubym nieporozumieniem. Owszem, przed Piusem XI zapewne wystąpiła para tańcząca tango, ale cały dopowiedziana przez zwolenników tego tańca historia tegoż zdarzenia, wydaje się wielce niewiarygodna. Tym bardziej wątpliwa jest ta rzekoma pochwała tanga, gdy zważymy na to, iż tanga uroczyście zakazał św. Pius X oraz cały szereg lokalnych episkopatów, zaś sam Pius XI surowo ganił rozpowszechnione w jego czasach tańce nazywając je "bezwstydnymi". Tango zaś w owym czasie było jednym z najbardziej bezwstydnych tańców. Nie byłoby więc zbyt logiczne, piętnowanie ówczesnych tańców z jednoczesnym pochwalaniem tańca, który wybijał się na ich tle swą nieskromnością. Tak czy inaczej, będziemy wdzięczni za wskazanie nam oficjalnej wypowiedzi Piusa XI, w której tango zostałoby uznane za dozwolone dla chrześcijan. Wszystkie te wymówki z św. Augustynem, św. Joanną Mollą oraz Piusem XI pokazują nam, jak bardzo słabe, kalekie, niespójne i wątpliwe są wywody tych, którzy chcieli by w katolickiej Tradycji znaleźć jakąś aprobatę dla damsko-męskich tańców. 9. Powołujecie się w swej krytyce tańców na Świętych, ale przecież oni też mogą się mylić. Poszczególni Święci w poszczególnych sprawach, z różnych historycznych, kulturowych, a nawet psychologicznych względów mogli się mylić. Tym nie mniej postawa wrogości lub niechęci względem tańców była obecna w Kościele świętym przez wszystkie wieki, na różnych etapach kulturowo-historycznego rozwoju. Gdzie podziałaby się więc asystencja Ducha Świętego, gdyby tylu Ojców, Doktorów i Świętych myliłoby się w tej kwestii? Poza tym przypominamy, iż również synody kościelne, jak i Papieże w swych oficjalnych deklaracjach ganili tańce, jakie były im znane. Tak też krytyki tańców nie można zaliczyć po prostu do jednej z funkcjonujących w Kościele opinii teologicznych, ale śmiało możemy mówić, iż jest ona elementem Magisterium. 10. Wrogość lub niechęć względem tańców damsko-męskich to przejaw niekatolickości. Purytanie, kalwiniści i mahometanie zwalczali tańce. Ilekroć słyszymy tego rodzaju zarzuty ogarnia nas mieszanina bezradności, smutku i poczucia absurdalności całej sytuacji. Groteskowa jest bowiem sytuacja, w której nazywa się tradycyjne nauczanie katolickie mianem "herezji". Możemy się spytać, czy w procesach kanonizacyjnych tylu Świętych nie zauważono tak poważnej przeszkody na drodze do wyniesienia ich na ołtarze, jak wyznawanie i głoszenie herezji? A czy to, że część innowierców również zwalczała tańce, może świadczyć w jakikolwiek sposób na niekorzyść katolickiej doktryny? Czy fakt, iż część innowierców walczy ( i to niejednokrotnie znacznie bardziej gorliwie niż katolicy) przeciw aborcji, cudzołóstwu, sodomii czy okultyzmowi świadczy o tym, iż te rzeczy zaliczają się do katolickiej normalności? Jeżeli już, to jest to powód do wstydu dla nas katolików, iż innowiercy potrafią bardziej wcielać w życie katolickie zasady, niż ludzie deklarujący wyznawanie prawdziwej wiary. 11. Twierdzicie, iż stanowcza krytyka tańców jest integralną częścią Tradycji Kościoła. Jak zatem wytłumaczyć fakt, iż nawet przed Soborem Watykańskim II znajdowali się duchowni, którzy byli obecni na zabawach tanecznych (przynajmniej w charakterze biernych obserwatorów), a nawet pozwali je wykonywać na organizowanych przez siebie jarmarkach i odpustach? Episkopat Bawarii już w 1931 r. potępił nazizm jako bezbożną, rasistowską i antychrześcijańską doktrynę. Jak zatem wytłumaczyć fakt, iż w późniejszych latach niektórzy niemieccy duchowni katoliccy pozwalali wywieszać flagi hitlerowskie nawet w swych kościołach? Bolszewizm był wielokrotnie piętnowany przez Magisterium. Jak więc odbierać to, iż znajdowali się księża jawnie kolaborujący z komunizmem (np. "księża patrioci")? Nie ma wątpliwości, iż nie da się pogodzić mafijnej aktywności z byciem dobrym i pobożnym chrześcijaninem. Co zatem począć z tym, iż niektórzy duchowni dawali rozgrzeszenie zdeklarowanym mafiosom (mimo, ze ci nie deklarowali zerwania ze swym procederem), a nawet odprawiali Msze święte w prywatnych kaplicach tych gangsterów? Słabość, zaniedbania, tchórzostwo pewnych pasterzy nie są wynalazkiem ostatnich 40 lat. Nieraz bywało tak, iż oficjalna doktryna katolicka nie znajdowała swej praktycznej realizacji w postępowaniu duchowieństwa katolickiego. Dla chrześcijan ważne i wiążące jest jednak nauczanie Kościoła i przykład, jaki dali nam Święci oraz błogosławieni. Jeśli nie będziemy się trzymać tej zasady, to ani się obejrzymy, a będziemy kompletnie zagubieni. Zawsze można bowiem znaleźć jakiś przykład niekonsekwentnego postępowania duchownych. 12. Nawet jeśli dawniej kościelni kaznodzieje przestrzegali przed tańcami, to w ostatnich 40 lat w ogóle się o tym nie słyszy. Tak więc niechęć lub wrogość względem tańców to objaw nieposłuszeństwa Kościołowi katolickiemu. Gdyby w jakimś dokumencie kościelnym wydanym w ciągu ostatnich 40 lat pochwalono, by tańce damsko-męskie, albo też napiętnowano by niechęć lub wrogość im okazywaną, wówczas podtrzymywanie naszego stanowiska w tej sprawie, rzeczywiście stanowiłoby nieposłuszeństwo Kościołowi świętemu. Skoro jednak ostatnie dokumenty kościelne nie mówią czegoś takiego , a jedynie zachowują milczenie, to mamy pełne prawo podtrzymywać i krzewić tradycyjne nauczania katolickie o niebezpieczeństwie tańców damsko-męskich. 13. Stwierdziliście, iż tańce damsko-męskie zazwyczaj są "bliską okazją do grzechu", a więc grzechem jako takim nie są, czyli można je wykonywać. Poza tym niemal każda sytuacja może stać się okazją do grzechu. Wedle tradycyjnej teologii moralnej znajdowanie się w bliskiej okazji do grzechu bez ważnej ku temu przyczyny, z czystej ciekawości lub dla rozrywki jest równoznaczne z grzeszeniem, albowiem w lekkomyślny sposób wystawia się wówczas duszę na niebezpieczeństwo. Nie można też mówić, iż tańce są co najwyżej "subiektywną" okazją do grzechu, to znaczy, taką, która ściśle zależy od indywidualnych, specyficznych słabości poszczególnych jednostek (np. dla alkoholika sam widok alkoholu może być wstępem do wielkiego pijaństwa, zaś dla innych nie stanowi coś takiego większego problemu). Otóż nie. Istnieją obiektywne i bliskie okazje do grzechu. Są nimi sytuacje, które niejako ze swej natury stwarzają niebezpieczeństwo dla dusz. Do takich sytuacji, tradycyjna teologia moralna zalicza tańce damsko-męskie. 14. Błędem jest wiązanie ogółu tańców damsko-męskich z erotyzmem. Nie każdy tego rodzaju taniec wiąże się z wywoływaniem u płci przeciwnej seksualnego zainteresowania swą osobą. Znawcy tańców towarzyskich nie kryją, iż zawierają one w sobie mnie lub bardziej silne elementy erotyczne. Często ludzie nie chcą tego przyznać, jednak prędzej czy później wychodzi szydło z worka. Na powierzchnię wypływa nieczystość, którą chce się zakrywać przed sobą lub przed innymi. Oto np. rozmawialiśmy z pewnym młodzieńcem, który oburzony był na nasze twierdzenia o tańcu, mówiąc, iż w ten sposób może myśleć tylko jakiś nadwrażliwiec i zboczeniec seksualny, albowiem na nim pląsy nie robią żadnego wrażenia. Niedługo po tym ten sam człowiek nie dość, że jawnie i publicznie bronił masturbacji, ale sam przyznawał się do praktykowania tego ohydnego występku. Zresztą pomyślmy. Czy widząc dwójkę ludzi objętych ze sobą tak jak w walcu czy tangu, gdzieś na ulicy, w kawiarni czy w parku, nie uznalibyśmy śmiało, iż tych dwoje są zainteresowani nie tylko swymi ilorazami IQ? Słusznie byśmy uznali, iż tych dwoje weszło na niebezpieczną ścieżkę, która w krótkim czasie może ich doprowadzić do obcowania cielesnego. Być może doszlibyśmy do wniosku, iż skoro pozwalają oni sobie na takie uściski, to prawdopodobnie również sypiają ze sobą. Albo, gdybyśmy znaleźli się w miejscu gdzie ujrzelibyśmy samych mężczyzn tańczących ze sobą walca, tango albo typowe tańce dyskotekowe, to czy nie uznalibyśmy, iż pewnikiem jesteśmy w klubie dla homoseksualistów? Tymczasem, tego samego rodzaju ruchy taneczne uznajemy za neutralnie erotycznie pomiędzy przeciwnymi płciami. Trudno nie mówić tu o niekonsekwencji, a nawet zakłamaniu. 15. Póki taniec nie wywołuje biologicznego podniecenia seksualnego (erekcji), póty należy uznać, że od strony moralnej wszystko jest w porządku. Dużym błędem jest zawężanie definicji pożądliwych myśli, spojrzeń i pragnień jedynie do wystąpienia biologicznego podniecenia płciowego. Wbrew pozorom nie każdy grzech nieczystości wiąże się z taką reakcją organizmu. Istota nieuporządkowania w tejże dziedzinie polega na dobrowolnym zabawianiu się myślami, spojrzeniami, pragnieniami i uczynkami seksualnymi, nawet wówczas gdy nie zawsze znajduje to swoje odzwierciedlenie w biologicznej reakcji organizmu. Przykładowo, nałogowego konsumenta pornografii, podniecają już tylko "twarde" materiały z tego gatunku. Czy to oznacza, że taki człowiek może bez grzechu relaksować się oglądaniem "łagodnej" pornografii, tłumacząc się tym, iż przecież nie ma on w trakcie tego erekcji? Oczywiście, byłby to błędny wniosek. Reakcje biologiczne są tu - w pewnym sensie - drugorzędne. Liczy się nasza wola, nastawienie i rozpoznanie charakteru danej sytuacji. Czy każda nieczysta myśl nad jaką zdarza się nam zatrzymywać, momentalnie wywołuje w nas podniecenie seksualne? Nie. Mimo to jest jednak grzechem, albowiem nasza wola przylgnęła tu do czegoś nieuporządkowanego. Podajmy jeszcze inny przykład. Prawie żaden dojrzały mężczyzna nie podnieci się widokiem okładek takich pism jak "Playboy" czy CKM, nawet jeśli przed pewien czas zatrzyma na nich swój wzrok. Podobnie, trudno sobie wyobrazić, aby dziesiątki jawnie bezwstydnych i wyuzdanych reklam ikon do telefonów komórkowych wywołały erekcję u dorosłego faceta. Czy to oznacza, iż tego rodzaju okładki i obrazki nie mają gorszącego charakteru i chrześcijanie mogą spokojnie napawać nimi swój wzrok? Nie, albowiem zapraszają one do wejścia "głębiej" w świat, który reklamują. I mimo, że takie obrazki nas nie podniecają, to dobrze wiemy, jaki mają one charakter i ku czemu zmierzają. Im dłużej człowiek będzie przyglądał się okładce "Playboya", tym trudniej będzie mu się oprzeć zajrzeniu do środka. Podobnie sprawa wygląda ze współczesnymi tańcami damsko-męskimi. Układ ich ruchów, gestów i kroków jest jawnie nieskromny i bezwstydny. Nie zawsze jednak wywołują one reakcję biologicznego podniecenia, zachęcają jednak do wejścia w świat nieczystości. Bliskość ciał i/albo sugestywne ruchy w nich występujące, inspirują do poznania ciała płci przeciwnej oraz tajników pożycia seksualnego. 16. Być może tańce były kiedyś bliską okazją do grzechu, jednak obecnie nie można tego o nich powiedzieć. Bliskim absurdu jest twierdzenie, iż dawniej krytykowane tańce były "bliską okazją do grzechu", zaś dzisiejsze już takowego niebezpieczeństwa nie rodzą. Równie dobrze można by mówić, iż chrześcijanie winni strzec się reklam bielizny, ale za to z twardej pornografii mogą spokojnie korzystać. Skoro w ciągu ostatnich 200, a zwłaszcza 30-40 lat, tańce damsko-męskie wykonały olbrzymi krok w kierunku radykalizacji ich nieskromności, bezwstydu i wyuzdania, to bez cienia przesady można powiedzieć, iż obecnie nie są one już tylko "bliską okazją do grzechu", ale zawsze lub prawie zawsze są - same w sobie - grzechem. 17. Czy istnieją dowody na to, iż tańce są bliską okazją do grzechu? W dawniejszych czasach wielu spowiedników potwierdzało, iż przychodzący do nich penitenci wskazywali , jak bardzo często pod wpływem zabaw tanecznych grzeszyli w ten, czy inny sposób. Można by też przytaczać niejedno świadectwo zagorzałych bywalców tańców, którzy koniec końców przyznawali, iż są one wielkim niebezpieczeństwem dla dusz. Przykładowo, ok. 1620 r., biskup Autun chcąc dać swej owczarni naukę przeciw tańcom, zasięgnął rady człowieka, który znał dobrze rozkosze światowe, hrabiego de Bussy - Rabutin, sławnego z dowcipu i pism swoich. Taką odebrał odpowiedź: "Zawsze uważałem bale za niebezpieczne; nie sam tylko rozum skłaniał mnie do tego, ale i doświadczenie; a chociaż świadectwo Ojców Kościoła jest bardzo ważne, sadzę, że w tym przedmiocie świadectwo dworaka światowego większą mieć powinno wagę. Wiem dobrze, że są osoby, które na mniejsze niebezpieczeństwo narażają się w tych miejscach, aniżeli inni; wszelako, najzimniejsze temperamenty tu zapalają się. Zwykle na takie towarzystwo składa młodzież, której trudno przychodzi oprzeć się pokusom w samotności, a tym bardziej w podobnych miejscach. Sądzę więc, że prawdziwemu chrześcijaninowi nie wypada uczęszczać na bale". A jakie są dowody na zgubność dzisiejszych zabaw tanecznych? Codziennie przynosi je nam każda dyskoteka. Mieszanka skrajnie wyuzdanych tańców, nieskromnych strojów, bezbożnej i niemoralnej muzyki, alkoholu oraz narkotyków jest wybuchowa. Tajemnicę poliszynela stanowi fakt, iż dyskoteki stały się centrami przelotnego i przypadkowego seksu. Policyjne statystyki mówią, iż większość zgwałceń ma ścisły związek z dyskotekowymi imprezami - dokonywane są w ich trakcie lub po. Na dyskotekach często dochodzi do krwawych bójek i rozrób z użyciem kijów bajsbolowych, noży, kastetów, a nawet broni palnej. W wyniku dyskotekowych awantur, rokrocznie w samej Polsce ginie ok. 50 osób. Pouczające są również wyniki ankiety przeprowadzonej wśród bywalców takich przybytków. 78, 8 procent z nich będąc na dyskotece zetknęło się z zażywaniem narkotyków, ponad 70 proc. miało do czynienia z kradzieżami, prawie 88 procent z wypadkami pobicia, zaś 40, 4 proc. z molestowaniem seksualnym i zgwałceniami. Nawet świeckie mass media zaczynają dostrzegać to o czym każdy wiedział już od dawna. Pod koniec listopada 2005 r. na tytułową stronę polskiej edycji "Newsweeka" trafiła zapowiedź tekstu pt. "Dzieci zatracone". W artykule tym zebrano materiał z wizyty w jednej z typowych wiejskich dyskotek. Mamy tam kilka wymownych zdjęć. Podpite dziewczę nie chcąc stać w długiej kolejce do toalety, przy ubawie miejscowych chłopców, siusia pod ścianą. Inna niewiasta z butelką piwa w dłoni szarpie się z grupą dresiarzy. Ktoś popala sobie "zioło" na ławeczce. W samochodzie jakaś parka odbywa stosunek płciowy. Nie mniej pouczające są opisy wiejskiej potańcówki: "Picie do upadłego wspomagane narkotykami. Potem seks w toalecie albo w samochodzie. Czasem gwałty, gdy dziewczyny nie wiedzą już nawet, co się z nimi dzieje. Tak zabawiają się dziś nastolatki ze wsi w dyskotekach rozrzuconych po całym kraju". "Taniec na parkiecie jest tylko wstępem do dalszej gorącej zabawy". "Jak bawi się Brodnica? - słychać w głośnikach świdrujący krzyk DJ - a. - Za **** ście - odpowiada wrzaskliwym chórem Brodnica. Na stoliku obok nas ląduje ścieżka fety. 15 - letni na oko chłopak nawet nie próbuje ukryć narkotyku. Szybkim ruchem wciąga biały proszek do nosa, grymas na twarzy gubi się w stroboskopowym świetle. Tuż obok jego jeszcze młodziej wyglądające koleżanki - ostry makijaż, cieniutkie bluzeczki na ramiączkach, nagie brzuchy - kleją się do innych chłopaków. Później <<zrobią im dobrze>> w krzakach koło dyskoteki albo wyciągną się na tylnych siedzeniach niewiele młodszych od nich volkswagenów i fordów zaparkowanych przed budynkiem". "W transowych rytmach muzyki puszczanej przez DJ - ów wiejska młodzież pije, ćpa i kopuluje"; "Dum, dum, dum, muzyka, młodziutkie ciała aż płoną z ochoty. Patrzymy, jak w kącie na wyciągnięcie ręki od naszego stolika na ostro migdali się para nastolatków, ręce chłopaka wędrują pod majtki dziewczyny. Coraz szybciej i śmielej. Dziewczynka, ma może czternaście lat, chichocze, wygląda na zadowoloną". "Na barze wywieszka: <<Młodym poniżej 18 roku życia i osobom nietrzeźwym alkoholu nie sprzedajemy>>. Barmanka wyćwiczoną ręką otwiera kolejne butelki piwa. W kolejce dzieciaki: 14-, 15-, 17- latki patrzą zmętniałym wzrokiem. Ale nawet tych najmłodszych i najdrobniejszych nikt nie pyta o wiek". "Chłopcy dzierżą w ręku butelki piwa, a na kolanach dziewczyny z dekoltami sięgającymi pasa. Muzyka przedziera się przez kłęby dymu marlboro light kupionych specjalnie na sobotni lans. Atmosfera ciężka. To czuć, to widać, zaraz się zacznie dziać. Nagle jeden z chłopaków wali drugiego otwartą dłonią. Kur *a zapier ***ę - wrzeszczy. Przyskakuje do nich farbowana blondyneczka i zaczyna obu okładać pięściami. Chłopaki powoli podwijają rękawy". "Przez otwarte drzwi jednego z samochodów widać, jak chłopak ze spodniami ściągniętymi do kostek miarowo porusza biodrami. Za chwilę drugi, który cały czas stał obok, klepie go po ramieniu. Teraz jego kolej, przecież się umawiali. Ta mała sama przecież tego chciała, Zresztą i tak nie będzie pamiętać". 18. Powtarzanie tradycyjnej nauki katolickiej o niebepieczeństwie tańców naraża ją na ośmieszenie i kompromitację. Cóż, możemy tylko współczuć tym, których śmieszy katolicka doktryna. Jeśli będziemy kierować się lękiem przed wyśmianiem to daleko nie zajdziemy. Niewiele z tradycyjnych zasad moralności chrześcijańskiej omija ostrze szyderstw i kpin. Czy z tego powodu mamy się ich wstydzić? 19. Jakie wnioski praktyczne należy zatem wyciągnąć z tradycyjnej nauki katolickiej o tańcach damsko-męskich? Przede wszystkim nigdy nie tańcz z osobą płci przeciwnej (chyba, że jest to Twój współmałżonek). Tańce, na jakie niektóre autorytety kościelne bardzo niechętnie i warunkowo zezwalały w rzadkich sytuacjach, już nie istnieją. Wszystkie lub prawie wszystkie dzisiejsze pląsy polegają albo na bliskim obejmowaniu się tańczących, albo też na wykonywaniu sugestywnych ruchów pewnymi częściami ciała. Co do tego rodzaju tańców Ojcowie, Święci, teologowie i Papieże nie mieli żadnych wątpliwości, iż winny być one stanowczo zakazane. Ty również nie powinnaś/powinnaś mieć co do tego żadnych wątpliwości. Staranie unikaj nawet, samego biernego udziału w imprezach tanecznych. Łatwo może to być bowiem odczytane, jako aprobata, dla rzeczy, które się tam dzieją. Opowiadaj innym o niebezpieczeństwie tańców. Nie łudź się jednak, że będzie to łatwe. Możesz się spodziewać ataków z najmniej spodziewanej strony. Ludzie, o których pomyślałbyś, iż powinni Cię rozumieć, będą mówić o Tobie, rzeczy, który nigdy nie przyszły by Ci nawet do głowy. Będziesz nazywany heretykiem, szaleńcem, wariatem, chorym psychicznie, zboczeńcem seksualnym, prowokatorem, agentem wrogów Kościoła i Bóg raczy wiedzieć kim jeszcze. Bądź jednak wytrwały, proś o wstawiennictwo św. Jana Marię Vianneya - patrona, wielkiej, katolickiej krucjaty antytanecznej, aby wyjednał u Ciebie łaskę odwagi, nieprzejednania i cierpliwego znoszenia zła, które Cię dotknie, a z czasem zaczniesz dostrzegać, iż Twoja walka nie poszła na marne.

|