Mirosław Salwowski
msza.net
Savonarola - heretyk czy Święty? 21.06.2007

Postać XV - wiecznego domikańskiego mnicha, Girolamo Savonaroli do dziś budzi sporo kontrowersji. Także w tradycyjnych i konserwatywnych publikacjach czasami można spotkać się z atakami skierowanymi w stronę tego zakonnika. Przykładowo, w "kultowym", dla niektórych, piśmie "Stańczyk" określono Savonarolę jako zaślepionego pychą i ziemskimi żądzami kaznodzieję, który ważył się "rzucić bezczelne wyzwanie uświęconym normom i papiestwu" (tamże: nr 15-16/1991, s. 22). Z kolei, w skądinąd dobrej i pożytecznej książce pt. "W obronie świętej Inkwizycji", jej autor, Roman Konik, stwierdził, iż Florencja za rządów Savonaroli: "przeżywała jeden z najczarniejszych okresów swej historii" i "do złudzenia przypominała rządy Talibów w Afganistanie" (hmm, skąd, my znamy te porównania do Talibów?). W nawiązaniu do opracowania p. Konika, jeden z Internautów napisał, iż "Savonarola był kreauturą". Inny - bardzo znany w pewnych kręgach Internauta - nazwał owego dominikanina "barbarzyńcą, który żył nienawiścią".

Pojawiły się też nieco poważniejsze zarzuty. Przywołano zatem potępienie, jakim papież Aleksander VI obłożył florenckiego zakonnika i w konkluzji stwierdzono, iż póki nie nastąpi oficjalna rehabilitacja Savonaroli co najmniej bardzo problematyczne jest stawianie go za wzór innym chrześcijanom.

Potępienie Savonaroli a posłuszeństwo Kościołowi

Pozornie rzecz biorąc, ostatni z przywołanych argumentów wydaje się sensowny i na miejscu. Musimy być posłuszni Kościołowi i powtarzając za św. Maksymilianem Kolbe winniśmy uznawać, iż "nasi przełożeni, mogą się mylić, ale my nigdy się nie mylimy, będąc im posłuszni". Cieszylibyśmy się jednak, gdyby ci, którzy tak pryncypialnie traktują orzeczenie Aleksandra VI sprzed przeszło 500 lat, z równą gorliwością i żelazną konsekwencją bronili tych licznych dekretów kościelnych skierowanych przeciw nieskromnym strojom i tańcom (ostatnie z nich wydane zostały jeszcze w 20 stuleciu). One też nie zostały odwołane, a mimo to, przeciwnicy Savonaroli odrzucają je, albo bagatelizują, mówiąc zazwyczaj: "Ależ to było tak dawno i już nie obowiązuje". W wypadku Savonaroli, okazują się oni jednak nieubłaganymi formalistami. Sam jednak w tym jednym wypadku, nie chcę być sztywnym formalistą. Czy kieruje mną tu jakieś "widzimisię", selektywne podchodzenie do orzeczeń Kościoła? Pozornie rzecz biorąc, może to tak wyglądać. Udowodnię jednak, iż Kościół święty, nawet jeśli nie w trybie oficjalnym, to "de facto" rehabilitował postać tego XV-wiecznego apostoła Florencji.

Rehabilitacja "de facto"

Daleki jestem od twierdzenia, iż dawne orzeczenia kościelne można lekceważyć pod pretekstem, iż nie zostały one później powtórzone przez kompetentne władze. W sferze stricte dyscyplinarnej i prawniczej istnieje jednak coś takiego jak "milcząca derogacja". Oznacza to, iż dany akt traci swą obowiązującą moc, jeśli przez dłuższy czas nie był on stosowany, a inne wykształcone w tej mierze zwyczaje wydają się mu przeczyć. Kwestia potępienia danej osoby należy właśnie do takowych, stricte prawniczych i dyscyplinarnych zarządzeń. Nawet potępienie kogoś jako "heretyka" nie czyni jeszcze takiego aktu ściśle doktrynalnym. Czym innym jest bowiem określenie danej nauki mianem "heretyckiej", a czym innym nazwanie konkretnej osoby "heretykiem". W historii Kościoła zdarzały się już wypadki, kiedy okazywało się, iż osoby skazane za przestępstwo herezji, były później uniewinniane i wynoszone na ołtarze - dobitnym tego przykładem jest św. Joanna D'Arc. Nie oznacza to, iż herezja nagle przestawała być złem, ale, że ów zarzut został błędnie zastosowany do danej osoby. O ile, w przypadku Dziewicy Orleańskiej, mieliśmy do czynienia z jej oficjalną rehabilitacją, o tyle Girolamo Savonarola został oczyszczony z ciążących na nim zarzutów "de facto". Władze kościelne dokonały tego, poprzez brak powtórzeń jego osoby oraz okazywanie przychylnego stosunku względem estymy, jaką ów mnich cieszył się u wielu wybitnych autorytetów kościelnych. Zanim omówimy to szerzej, przyjrzyjmy się bliżej potępieniu, jakie na Savonarolę wydał Aleksander VI.

Ma to bardzo istotne znaczenie, dla naszych dalszych rozważań.

Otóż, Ojciec święty Aleksander VI w swym dekrecie z 13 maja 1497 r., nazywał florenckiego mnicha: "szerzycielem szkodliwych nauk", "wyklętym i podejrzanym o herezję" oraz zagroził ekskomuniką, tym, którzy ośmieliliby się chwalić Savonarolę "zarówno w słowach, jak i czynach". W swych dwóch następnych breve Aleksander VI nazywał owego mnicha: "szerzycielem groźnych błędów", "synem niegodziwości", a nawet "małym robakiem obrażającym Stolicę Apostolską". Jeśliby więc, jak chcą tego niektórzy, potępienie Savonaroli faktycznie byłoby ważne i wciąż obowiązywało, oznaczałoby to ni mniej, ni więcej, jak to, że chrześcijanie chwalący tegoż zakonnika byliby nie tylko złymi chrześcijanami okazującymi lekceważenie i nieposłuszeństwo Kościołowi, ale być może ściągnęliby oni na siebie klątwę kościelną. Z pewnością zaś, w takim wypadku, tacy chrześcijanie nie nadawaliby się na wzór dla innych chrześcijan.

Tymczasem, jeszcze za panowania Aleksandra VI pojawiły się widoczne oznaki, iż Kościół święty nie traktuje zbyt poważnie ekskomuniki apostoła Florencji. Dowodem tego jest choćby fakt, iż już w 1500 roku w Rzymie, a więc pod samym bokiem tego Papieża, jawnie sprzedawano medale wybite ku czci Savonaroli, "błogosławionego męczennika". Następcy Aleksandra VI: Juliusz II i Leon X, mimo nalegań wrogów niedawno wyklętego mnicha, nie potępili jego osoby i pism. Ostatni z tych Papieży nakazał nawet Rafaelowi wymalowanie postaci Savonaroli obok św. Tomasza z Akwinu na obrazie przedstawiającym debatę nt. Najświętszego Sakramentu. W miarę upływu lat, postać Savonaroli zaczęła się w Kościele cieszyć coraz większym uznaniem. Papież Paweł III oświadczył, iż uzna heretykiem każdego, kto będzie atakował pamięć owego domikanina. W 1558 r., za panowania Pawła IV, specjalnie powołana komisja papieska poddała ocenie wszystkie pisma Savonaroli i uznała je za wolne od wszelkich błędów doktrynalnych. Zakazano jedynie publikowania jednego traktatu i kilku kazań jego autorstwa. Ale i one nie zostały napiętnowane jako heretyckie, a obawiano się jedynie, iż mogą one być fałszywie interpretowane, ze względu na surową krytykę ówczesnego Papieża i duchownych, w nich zawartą. Papież Benedykt XIV nie krył swej atencji dla Savonaroli. W swym wiekopomnym dziele pt. "De servororum Dei beatificatione" nie tylko, że wielokrotnie cytował florenckiego mnicha, ale jeszcze umieścił jego nazwisko w indeksie "błogosławionych sług Bożych i mężów czcigodnych i znakomitych świętością". Przypomnijmy, iż Benedykt XIV cieszy się w Kościele katolickim opinią jednego z największych Papieży i teologów.

Tajemnicą nie jest też, iż wielu Świętych bardzo ceniło Savonarolę. Można to powiedzieć, m.in. o: św. Filipie Nereuszu, św. Piusie V, św. Janie Marii Vianneyu, bł. Piotrze Grzegorzu Frassati, św. Franciszku Paoli, św. Katarzynie z Bresci. I nie da się tej estymy ograniczyć jedynie do pochwalania tylko pewnych aspektów życia Savonaroli. Święci oceniali pozytywnie Savonarolę w generalnym i ogólnym tego słowa znaczeniu. Bez przesady można stwierdzić, iż zaistniał wśród nich kult apostoła Florencji. Św. Fraciszek Paola wprost uważał Savonarolę za Świętego. Św. Katarzyna z Bresci czytała dzieła tego domikanina, a jego wizerunek miała w swej celi. Św. Filip Nereusz swą głęboką cześć względem Savonaroli, okazywał w ten sposób, iż na portrecie go przedstawiającym domalował aureolę. Bł. Piotr Grzegorz Frassati przyjmując szkaplerz III zakonu dominikańskiego przyjął imię Girolamo na cześć Savonaroli. Każdemu, kto witał go tym imieniem odpowiadał zaś: "Obym umiał go naśladować w walce i cnocie". Bł. Piotr Frassati tak to objaśniał:

"Imię to przypomina mi postać drogą mojemu sercu (...) postać Fra Girolamo Savonaroli, którego imię ja, niegodny, noszę. Żywiąc gorący podziw dla tego zakonnika, który poszedł na śmierć jak święty, postanowiłem zostać tercjarzem jego zakonu i wziąć go sobie za wzór, choć niestety bardzo mi daleko do tego, by stać się do niego podobnym".

Wedle tradycyjnej teologii katolickiej kanonizacje w sposób nieomylny, a beatyfikacje, w sposób co najmniej pewny, wskazują chrześcijanom heroiczne wzory prawowierności i cnót chrześcijańskich. Gdyby więc, orzeczenie Aleksandra VI potępiające Savonarolę, wciąż było ważne i prawomocne, musielibyśmy dojść do wniosku, iż Kościół święty wyniósł na ołtarze, jeśli nie ekskomunikowanych, to przynajmniej złych i nieposłusznych chrześcijan, obrońców i apologetów "szerzyciela zgubnych nauk" i "syna niegodziwości" . W takim wypadku Kościół święty nie tylko, że nie prowadziłby dusz do zbawienia, ale wskazywałby im szeroką autostradę do piekła. Co prawda, bywało tak, iż pewni Święci głosili nauki, które w obiektywnym tego słowa znaczeniu były fałszywe. Działo się to jednak dlatego, iż w czasach tych Świętych pewne aspekty nauki katolickiej nie były jeszcze sprecyzowane i zdefiniowane. Dlatego nie sposób było ich w tym wypadku podejrzewać o złą wiarę i bunt względem Kościoła. W przypadku Świętych obdarzających Savonarolą pochwałami, taka niezawiniona niewiedza jest praktycznie wykluczona. Każdy bowiem, kto choćby pobieżnie zetknął się z życiem apostoła Florencji, wie dobrze, iż Papież Aleksander VI obłożył go karami kościelnymi. Mamy więc tylko dwie możliwości. Albo, potępienie Aleksandra VI jest wciąż ważne i obowiązujące. Wówczas to część kanonizacji i beatyfikacji kościelnych okazała by się zwodnicza, fałszywa oraz szkodliwa. Być może musielibyśmy też podważyć legalność pontyfikatu Benedykta XIV, albowiem zgodnie z orzeczeniem Aleksandra VI, było on tą jedną z osób, którym za chwalenie Savonaroli groziło wyłączenie ze społeczności katolickiej. Albo też, Kościół święty swymi oficjalnymi i pół oficjalnymi aktami pozbawił ważności potępienie wymierzone w Girolamo Savonarolę. Tylko jedna z tych opcji może być prawdziwa.

do góry