Mirosław Salwowski
msza.net
Skromność - zapomniana cnota 6.07.2007

„Czystość domaga się wstydliwości. Jest ona integralną częścią umiarkowania. Wstydliwość chroni intymność osoby. Polega ona na odmowie zasłania tego, co powinno pozostać zakryte. (...) Kieruje ona spojrzeniami i gestami (...) strzeże tajemnicy osób i ich miłości (...) jest skromnością. Wpływa na wybór ubioru. Zachowuje milczenie lub dystans tam, gdzie pojawia się niebezpieczeństwo niezdrowej ciekawości”. Tymi słowami o cnocie wstydliwości i skromności uczy promulgowany w 1992 roku Katechizm Kościoła Katolickiego (nr 2521-2522). Powyższe zdania muszą budzić pewne zakłopotanie. Czyż same słowa „wstydliwość” i „skromność” nie wydają się brzmieć dziś , niczym wyjęte z jakiejś zamierzchłej epoki? Co to znaczy w ogóle, iż „wstydliwość” i „skromność” wpływają na „wybór ubioru”? A nawet, jeśli „wstydliwość” i „skromność” nie brzmią dla wszystkich nieswojo, to czy da się w tej mierze wyznaczyć jakieś uniwersalne standardy? Czym jest więc skromność i wstydliwość? Wymyślonym przez ludzi reliktem dawnych czasów? Czymś wrodzonym, ale mimo to bardzo nieokreślonym i w wielkiej części zdeterminowanym kulturowo? Czy może Bożym sygnałem ostrzegawczym podpowiadającym konkretne kanony zachowania?

Czy nagość jest naturalna?

Dość popularna opinia głosi, iż naturalnym stanem dla rodzaju ludzkiego jest nagość. Biblijni Adam i Ewa byli nadzy, wiele ludów żyje w prawie całkowitej (lub nawet całkowitej) nagości, jako dzieci rodzimy się nadzy. Wniosek? Ubiór jest tylko kulturowym nawykiem, warunkowanym fałszywą pruderią albo panującymi w danym rejonie warunkami klimatycznymi, tzn. zimną pogodą. Tym tropem zdają się iść narody Ameryk i Europy, które z roku na rok wydają się – zwłaszcza w porze wiosenno-letniej – być coraz bardziej rozebrane. Odsłonięte brzuchy, ramiona, plecy, nogi, głębokie dekolty, itp., to codzienny wakacyjny widok naszych ulic. Także zwyczaje plażowe metodycznie podążają w kierunku coraz większej nagości. Kiedy po II wojnie światowej w modę wszedł dwuczęściowy kostium plażowy zwany „bikini” trudno było sobie wyobrazić większy stopień publicznego roznegliżowania. Od jakiś 20 lat coraz większą popularność na plażach zdobywa jednak tzw. topless polegające na opalaniu się niewiast z całkowicie odsłoniętymi piersiami.

Czy jest się jednak czym martwić? Jeśli czymś naturalnym jest publiczna nagość lub półnagość, to rzeczywiście nie istnieje powód do zmartwienia. Wprost przeciwnie tego rodzaju negliż może – przy takim ujęciu sprawy – podziałać ozdrowieńczo na ludzi, którzy przestaną kojarzyć widok ludzkiego ciała z seksualnym pożądaniem, a tym samym różne stopnie nagości nie będą wiązały się ze snuciem nieczystych myśli, itp. Jednym zdaniem: to nie widok nagości lub półnagości sprawia, iż ludzie są seksualnie rozbudzeni, ale brak oswojenia się z negliżem. Mniej więcej w ten sposób: promotorzy publicznej nagości i półnagości próbują sprzedawać nam swoje idee.

Istnieje jednak również druga strona promocji i obrony publicznego negliżu. Można ją znaleźć choćby na łamach popularnych pism dla nastolatek oraz kobiet. Gdy przyjrzymy się poradom, jakie z zakresu mody, są serwowane na łamach tych „żurnali”, bez trudu dostrzeżemy tam rady, w stylu jak ubrać (a raczej rozebrać) się by być „sexi”, „rozgrzać faceta”, „działać na mężczyzn”. Wszystkie tego rodzaju zwroty zazwyczaj są tu innym określeniem wzbudzania pożądania mężczyzny.

W tradycyjnie chrześcijańskiej perspektywie obie zarysowane wyżej postawy względem publicznej nagości lub półnagości są błędne i zgubne, ale druga z nich jest przynajmniej bardziej szczera. Odsłanianie ciała nie jest bowiem dla człowieka czymś naturalnym. Nasz sposób ubierania się nigdy nie może zaś być dla kogoś okazją do grzechu. Uczciwym jest jednak prezentowanie dzisiejszych trendów w modzie, jako mających na celu rozbudzanie w mężczyznach seksualnej pożądliwości. Warto jednak i w tym wypadku zastrzec, iż nie sposób uciec od wrażenia, iż obie metody promocji publicznego negliżu często mieszają się ze sobą i nierzadko używane są przez tych samych ludzi. Te same kręgi potrafią mówić więc zarazem, iż nagość i półnagość nie działa seksualnie na ludzi, by za chwilę wychwalać nieskromne mody, jako będące dobrą seksualną przynętą za pomocą, której zwodzi się do nierządu i cudzołóstwa mężczyzn. Słowem: należy się obawiać, iż jak często przy tego rodzaju okazjach bywa, obrona i promocja publicznego negliżu jest wewnętrznie zakłamana. Celem jest tu sianie nieczystości, ale zaniepokojonym o to ludziom, mówi się coś dokładnie przeciwnego.

Publiczna nagość i półnagość byłaby dla ludzi czymś naturalnym i zdrowym, gdyby nasi rodzice nie popełnili grzechu pierworodnego. Przed tym grzechem popęd seksualny człowieka nie był skażony bowiem pożądliwością, ale podlegał w sposób doskonały rozkazom rozumu i woli. Raną grzechu pierworodnego jest jednak m.in. to, iż człowiek jest pchany ku rzeczom seksualnym wbrew rozumowi lub z jego pominięciem. Od tej pory trzeba dużo wysiłku i dyscypliny, by podporządkować popęd seksualny rozumowi i woli. Jako pomoc ku temu Wszechmogący wszczepił w serce każdego człowieka uczucie wstydu. Wstyd jest więc naturalnym strażnikiem cnoty czystości, który inspiruje nas do zasłaniania swego ciała przed oczyma innych. Po grzechu pierwszych rodziców, widok nagości, półnagości, albo też ubiór, który co prawda zakrywa ciało, ale podkreśla pewne jego części, zazwyczaj, zwłaszcza dla mężczyzn jest bliską okazją do grzechu. Oznacza to, iż obcowanie z tego rodzaju widokami wiąże się z wysokim prawdopodobieństwem snucia pożądliwych myśli, spojrzeń, a nawet dokonywania złych uczynków. Biblijny przykład króla Dawida, którego cudzołóstwo (a później także morderstwo) miało swój początek w przyglądaniu się kąpiącej Batszebie (II Ks. Samuela 12:2) jest prawdopodobnie tylko z jednym z miliardów wypadków. Nie chodzi tu bynajmniej tylko o biologiczną reakcję podniecenia seksualnego, albowiem ta nie zawsze musi występować. Chodzi jednak o ścisły związek pomiędzy patrzeniem na nieskromne widoki, a większą skłonnością i częstotliwością ulegania pożądliwości seksualnej w postaci myśli, spojrzeń, a nawet czynów. Prawdą jest, iż obfitość nieskromnych obrazów wpływa na podwyższenie poziomu progu, przy którym następuje reakcja biologicznego podniecenia. Nieprawdę stanowi jednak sugestia, że mnogość takich widoków sprawia, iż jesteśmy bardziej odporni na pokusy seksualne. Należy uświadomić sobie fakt, iż zgrzeszyć przeciw cnocie czystości można także wówczas, gdy nie jest się seksualnie podnieconym. Do grzechu nieczystości nie jest niezbędna biologiczna reakcja organizmu, ale wystarczy tu dobrowolne zatrzymywanie się nad myślami o charakterze seksualnym. Koniec końców, nawet impotent może zgrzeszyć przeciw VI i IX przykazaniu.

Tradycyjna teologia moralna daje też jasną odpowiedź odnośnie tego, które części ciała powinny być zasłaniane przed widokiem postronnych osób (oczywiście, nie należy także ich podkreślać poprzez krój stroju, jak czyni to wiele ubiorów, które co prawda okrywa ciało, ale zarazem poprzez swą obcisłość uwypukla zakryte miejsca). Tak więc, do „mniej skromnych” części ciała, które należy skromnie osłaniać zaliczono: nogi, ramiona, plecy, brzuch i klatkę piersiową. Nie należy na te miejsca bez potrzeby spoglądać, ani ich odsłaniać, ani też uwypuklać. Nie znaczy to jednak, iż w żadnym wypadku nie wolno jest odsłaniać, ani spoglądać na „mniej skromne” części ciała. Jeśli istnieję ku temu odpowiednio ważne przesłanki, tj. wizyta u lekarza, utrzymanie codziennej higieny, spełnianie małżeńskiej powinności, dozwolona jest nagość lub półnagość.

Oczywiście nie zawsze widok negliżu wiążę się z nieskromnością. Dowodem na to jest choćby sposób, w jaki tradycyjna sztuka chrześcijańska przedstawia Mękę Pańską. W tym wypadku jest jednak jasne, iż nagość nie służy tu podkreślaniu czyjejś fizycznej atrakcyjności. Przeciwnie symbolizuje ona hańbę i szpetotę grzechu, którą Zbawiciel postanowił dobrowolnie wziąć na Siebie, by wybawić nas z niewoli diabła. Ostatecznie na Krzyżu nie widzimy muskularnego, napinającego i robiącego oko do publiczności atletę, ale znękane, zakrwawione ciało Zbawiciela. Podobnie nie sposób mianem nieskromnych nazwać zdjęcia ukazujące stosy nagich trupów więźniów z Oświęcimia, itp.

Nagich przyodziać

To, iż publiczna nagość i półnagość nie jest ani zdrowa, ani naturalna widać już na przykładzie naszych pierwszych rodziców, którzy po popełnieniu grzechu, „poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski” (Rdz 3, 7). Gdyby Pismo św. znało jedynie taką informację na temat stroju, być może pochwały byłyby godne ubiory w stylu minispódniczek albo bikini. W Biblii czytamy jednak, iż sam Pan Bóg przyodział Adama i Ewę „odzienie ze skór”, w stroje, które sam zaprojektował i wykonał, a które w świetle języka hebrajskiego były tunikami, długimi ubraniami lub okryciami (Rdz. 3, 21). Można więc śmiało wysunąć z tego fragmentu wniosek, iż Wszechmocnemu bynajmniej nie przypadły do „gustu” figowe przepaski, jako codzienny strój. W Piśmie świętym znajduje się zresztą bardzo wiele ustępów, w których nagość zestawiana jest z duchowym lub moralnym nieporządkiem. I tak np. nagość jest kojarzona z pijaństwem (Rdz 9, 21; Habakuk 2, 15), hańbą (Izaj 20, 4), a nawet opętaniem demonicznym (Łk 8, 27). W Księdze Kapłańskiej znajdziemy wiele praw piętnujących odsłanianie i patrzenie na nagość (Kpł 18, 7-18). Warto też wspomnieć, iż Cham został przeklęty za to, iż przyglądał się nagości swego pijanego ojca Noego, zaś dobrzy synowie Noego, Sem i Jafet „wzięli płaszcz ... weszli tyłem do namiotu i przykryli nagość swego ojca; twarzy zaś swych nie odwracali, aby nie widzieć nagości swego ojca” (Rdz 9, 23). Podobnie opętany Gadareńczyk po wypędzeniu z niego demonów był „odziany” (Łk 8, 35). Nie bez znaczenia nie jest też wymowa biblijnej sceny, w której to pracujący przy sieciach św. Piotr spostrzegając Pana Jezusa, natychmiast narzucił na siebie tunikę. Biblia jasno uczy i daje do zrozumienia, iż odkrywanie lub oglądanie nagości i półnagości, nawet w ramach jednej płci, nie jest czymś zdrowym i naturalnym. Potwierdza to też tradycyjny styl życia żyjących w czasach Biblii Żydów. Widać więc, iż choć tradycyjnie wymienia się przyodziewania nagich jako uczynek miłosierdzia względem ciała, to równie dobrze może on być też potraktowany jako dobro wyświadczone duszy.

Wydekoltowana dama i katowski topór

Cała Tradycja Kościoła także dobitnie i jasno piętnuje publiczną nagość i półnagość. Kanony apostolskie pierwszych wieków chrześcijaństwa zabraniały chrześcijanom obojga płci chodzenia do publicznych łaźni, gdzie zwyczajem było przebywanie w niemal kompletnym negliżu. Chrześcijanki pierwszych wieków odróżniały się od poganek skromnością i prostotą ubiorów. Kiedy zaś do społeczności chrześcijańskiej wkradały się pewne nieskromne i zbytkowne zwyczaje w ubiorze Ojcowie Kościoła zaraz powstawali przeciw nim z całym żarem i stanowczością.

Przykładowo, św. Cyprian mówił:

Chcecie zajaśnieć w ubiorach i strojach głowy, zwracacie oczy młodzieży gorącej i rozwiązłej; wzbudzacie występne ognie; wywołujcie nieprawe nadzieje; rozpalacie zuchwałe namiętności. Gdybyście nawet same nie odniosły ran, inni wszelako byliby zranieni: jesteście dla tych serc nieostrożnych mieczem, który je przeszywa i trucizną, która je zabija” [1] .

Z kolei, św. Jan Chryzostom nauczał:

Nie pożyczajcie od sztuki przystrojeń pasożytniczych, które nic nie przysparzają piękności. Te stroje tylko was szpecą i wystawiają na pośmiewisko ... Ale mam ważniejszą jeszcze dla was przestrogę. Grzeszycie przeciw Panu Bogu, utracacie skromność, wzbudzacie występne myśli, stajecie się podobnymi do istot płci waszej, które publicznie wyrzekły się wstydu, Odrzućcie te marne stroje, które sam czart wynalazł, wyrzeczcie się tych fałszywych piększydeł, a zwróćcie uwagę tylko na piękność wewnętrzną, która tym łacniej ściągnie na was wzrok aniołów i łaskę Bożą” [2].

Problem przenikania pewnych elementów nieskromności do stroju noszonego przez chrześcijanki stał aktualny zwłaszcza po XIII wieku. Znalazło to swój wyraz zwłaszcza w zwyczaju odsłaniania przez niewiasty ramion oraz głębokich dekoltach przez nie noszonych. Po XIII stuleciu nieraz można więc napotkać się na przestrogi Kościoła wymierzone w nieskromne stroje. W żywocie św. Antonina z Florencji czytamy np., iż wygnał on z kościołów „wszystkie białogłowy w bezwstydnym odzieniu wszetecznic”. Kazania św. Jana Kapistrana przeciw nieskromnym strojom wzbudziły zaś nawet tak nadgorliwe i gwałtowne reakcje, jak zabicie przez tłum trzech niewiast, które kpiły sobie z pouczeń kaznodziei (oczywiście sam Kapistran do czegoś takiego wiernych nie zachęcał). Św. Bernard uczył, iż niemoralne ubrane osoby są „narzędziami diabła”. Św. Filip Nereusz nauczał, że ten, kto stroi się dla przypodobania innym nie powinien nazywać się człowiekiem o czystym sercu, albowiem strój zadaje kłam jego słowom. Św. Alfons Liguori określał zaś jako grzeszne postępowanie tych niewiast, które odkrywają piersi i nogi[3]. Święci tradycyjnie oponowali też przeciw nieskromności w sztuce. Wiążą się z tym nawet dwie (prawdziwe) anegdoty. Otóż, św. Rober Bellarmin widząc raz w domu pewnego księcia obrazy ukazujące nagie postacie, rzekł do niego, iż pewni ludzie potrzebują ubrań. Książe ów spytał się wówczas św. Roberta, cóż to za ludzie, albowiem gotów jest im udzielić stosownej pomocy. Na to Bellarmin dyskretnie wskazał na wzmiankowany obraz[4]. Z kolei, św. Jan Vianney widząc w pewnym arystokratycznym domu obraz wydekoltowanej damy rzekł: „Cóż to za dama? Odsłania szyję, tak jakby przygotowywała ją pod katowski topór[5]. Św. Proboszcz z Ars niejednokrotnie zresztą powstawał z ambony przeciw nieskromnym ubiorom, przestrzegając, iż wiodą one ku piekłu wiele dusz[6]. Za rządów św. Jana Vianneya parafia Ars niemal rzucała się w oczy, jeśli chodzi o poszanowanie dla skromności strojów. Pielgrzymi przybywający do Ars przez lat trzydzieści, podziwiać mogli w kościele, na ulicach i na drogach polnych poważny i skromny wygląd zarówno starszych kobiet jak i wiejskich dziewcząt, które podobny były raczej do mniszek[7].

Jednym z rozporządzeń kościelnych, jakie zostały wydane w okresie od XIII do XIX stulecia odnośnie skromności strojów, była ekskomunika jaką papież Innocenty XI nałożył na wszystkie niewiasty, które odważą się odsłaniać choćby część swych piersi. Warto też zaznaczyć, iż prowadzonym przez Kościół misjom nawracania pogańskich ludów zawsze towarzyszyło wykorzenianie z ich obyczajów zwyczaju chodzenia nago lub półnago. Przykładowo, Frankowie od V wieku chodzili w krótkich spodniach, jednak szybko zarzucili tenże zwyczaj po przyjęciu przez nich chrześcijaństwa. Warto w tym miejscu przypomnieć dekret św. Piusa V wydany w 1569 r., a skierowany do ówczesnych biskupów Brazylii:

duszpasterzować z gorliwością i ostrożnie, używając wszelkich środków, aby nawróceni na Wiarę opuścili dzikie zwyczaje o przyjęli obyczaje cywilizowane, przekonywując ich, aby zarzucili zwyczaj chodzenia nago, ubierając się jak przystoi chrześcijańskiej wstydliwości i ludom cywilizowanym[8]

W omawianym okresie kontrowersje budziła także kwestia stosowania przez niewiasty środków kosmetycznych celem upiększenia się. Przez długi czas katolicki teologia moralna zdecydowanie piętnowała tenże zwyczaj. Od św. Tomasza z Akwinu dość niechętnie dozwolono jednak na stosowanie delikatnego makijażu, gdy jedynym jego celem jest pokrycie zbytecznej bladości lub zbyt uderzającej czerwoności. Podobnie za dozwolone uznane zostało używanie tego rodzaju środków dla pokrycia szpetności wynikającej z choroby [9] .

„Gołe ciało parzy”

Na osobną uwagę zasługuje pierwsza połowa XX stulecia, a to ze względu na gwałtowną inwazję nieskromności w modzie przypadającą na ten okres. Wówczas to pojawiły się sukienki odsłaniające (wtedy jeszcze nieznacznie) kolana, ramiona, plecy, zaś plaże stały się płciowo mieszane. Oczywiście, ówczesnym strojom i plażowym pod względem nieskromności wiele brakowało do stopnia degeneracji, jakim charakteryzują się dzisiejsze mody. Kościół katolicki występował zdecydowanie przeciw ówczesnym modom i trendom. Tak też Stolica Apostolska, a za nią wiele krajowych episkopatów ustanowiły konkretne kanony skromności w ubiorze, jakim powinny poddać się niewiasty. Pius XI za pośrednictwem swego Wikariusza Generalnego, w instrukcji z 1928 roku stwierdzał:

Przypominamy, że strój nie może być nazwany przyzwoitym, jeśli posiada dekolt większy niż na szerokość dwóch palców mierząc od szyi, jeśli nie zakrywa ramion co najmniej do łokci i nie sięga przynajmniej trochę poniżej kolan (...) [10] .

Podobne wytyczne odnośnie skromności niewieścich strojów wydało w tym czasie wiele krajowych episkopatów. Niektóre z zasad ogłaszanych przez lokalną hierarchię szły zresztą nawet jeszcze dalej. Przykładowo, zasady ogłoszone w 1923 r. przez niemiecki episkopat nakazywały kobietom i dziewczętom noszenie sukienek, których rękawy sięgały poniżej łokci.

Można by zresztą przytaczać jeszcze wiele stanowczych wystąpień Kościoła świętego, w których nieskromne stroje zwie się: „budzącymi wstręt, obrażającymi Boga i rozsiewającymi ohydne podniety zmysłowe” (Benedykt XV, „Sacra propediem”) [11] ; „chorobą, którą trzeba wykorzenić, prowadzącą do doczesnej ruiny i wiecznego potępienia” (dekret Kongregacji Soboru z 12 stycznia 1930 r.); „sprowadzającymi przyszłość pełną nędzy” (Pius XII, mowa z 17 lipca 1954r.) [12].

Również damsko-męskie plaże wzbudzały wówczas powszechny sprzeciw kościelnej hierarchii i teologów. Tytułem przykładu można podać tu oświadczenie hiszpańskiego kardynała Pla y Daniela z 1959 r., w którym ów hierarcha zabraniając chrześcijanom uczęszczania na koedukacyjne kąpieliska, stwierdza:

specjalne zagrożenie dla moralności jest reprezentowane przez wspólne kąpanie się na plażach ... Wspólne kąpanie się kobiet i mężczyzn, jest prawie zawsze bliską sposobnością do grzechu i zgorszenia”.

Warto też odnotować rozporządzenie konferencji biskupów Austrii i Niemiec z 1925 r.:

Nigdy nie powinno się zezwalać na wspólne kąpiele obojga płci. Jeżeli szkoły urządzają kąpiele obowiązkowe, to dozór ma mieć osoba tej samej płci. Popisowe pływania dziewcząt i kobiet nie powinny się odbywać. Na kąpieliskach z plażą (rzeka, jezioro) trzeba nalegać na całkowite rozdzielenie płci, oddzielne przebieralnie, do których zorganizowania należy skłonić miejscowe władze, oraz przyzwoite ubiory kąpielowe i stały nadzór. Tego samego należy domagać się odnośnie licznie pojawiających się plenerowych obiektów kąpieli słonecznej, o to zarówno dla dorosłych jak dzieci[13] .

Z kolei, jeden z wydanych w 1958 roku katolickich podręczników teologii moralnej stwierdzał:

„(...) ze stanowiska etyki katolickiej i prostej przyzwoitości należy, by kąpiele były osobno dla mężczyzn a osobno dla dziewcząt i to w odpowiednim stroju kąpielowym[14]

Inna z nieskromnych mód, jaka pojawiła się w pierwszej połowie XX stulecia, a mianowicie tzw. konkursy piękności, również była tradycyjnie potępiana przez Kościół święty. Wielu hierarchów odmawiało organizatorom i uczestniczkom takich imprez udzielania sakramentów świętych.

Jednym z wielkich wrogów nieskromności tamtych czasów był św. Pio z Pietlerciny. Wsławił on się m.in. tym, iż odmawiał rozgrzeszenia kobietom ubranym nieskromnie. W swej walce przeciw niemoralnym strojom św. Pio nie uznawał żadnych względów. Przykładowo, żonie pewnego zagranicznego konsula, która miała odsłonięte ramiona, powiedział on: „Obciąłbym ci ręce, bo sprawiłoby ci to mniej bólu niż ten, którego doświadczysz w czyśćcu[15] . Św. Pio mawiał też: „Gołe ciało parzy” [16] .

Nieskromność – znak rozpoznawczy pogaństwa i libertynizmu

Pośrednim dowodem na zgubność, nienaturalność i niemoralny charakter publicznej nagości jest też fakt, iż tradycyjnie była ona praktykowana przez tą większość ludów pogańskich, którym odpowiedni warunki klimatyczne (brak zimy) na to pozwalały. Prawie wszystkie społeczności pogańskie zamieszkujące tereny, w których dominuje ciepła pogoda ( a więc Amerykę Południową, Afrykę, Australię i Oceanię, część Ameryki Północnej), miały zwyczaj chodzenia półnago, prawie nago lub całkowicie nago. Ten publiczny negliż szedł też w parze z dość swobodnymi obyczajami seksualnymi tych ludów takimi jak – mniejsza bądź większa – akceptacja poligamii, cudzołóstwa i homoseksualizmu. Dobitnym tego przykładem jest Afryka, gdzie w skutek opłakanego stanu moralności seksualnej, całe narody wymierają na AIDS. Nie jest to jednak dziwne, gdy zważymy, iż przeciętny Afrykańczyk w swym życiu potrafi utrzymywać kontakty z dziesiątkami, a nawet setkami nałożnic. Dla porównania dodajmy, że te rejony Afryki, w których dominuje religia muzułmańska, a związku z czym panuje na nich skromność w strojach, są prawie wolne od epidemii AIDS.

Także tradycyjna sztuka społeczności pogańskich aż kipi od nieskromności, erotyzmu i wyuzdania. Wiele pogańskich bałwanów jest prezentowanych jako istoty nagie lub półnagie. Starożytne „dzieła sztuki” pogan nierzadko dorównują swą obscenicznością dzisiejszej twardej pornografii. Oczywiście nie wszystko co poganie czynią i myślą jest nieprawością. Co więcej nawet poganie nie są pozbawieni pewnych łask płynących z Krzyża Chrystusa. Tego rodzaju popularność negliżu wśród pogan oraz idący z tym w parze upadek obyczajów seksualnych musi jednak zastanawiać i być swego rodzaju znakiem ostrzegawczym. W każdym bądź razie publiczny negliż jest tradycyjny dla ludów wielbiących bożki (czyli de facto demony). W społecznościach chrześcijańskich zwyczaj ten zaś ma stosunkowo niedługą tradycję.

Związek pomiędzy akceptacją publicznej nagości, a rozkładem tradycyjnej moralności jest zresztą bez trudu dostrzegalny, gdy spojrzymy na obecne czasy. Jeszcze w pokoleniu Amerykanów urodzonym przed 1890 roku, ok. 50 proc. mężczyzn i 87 proc. niewiast zachowywało dziewictwo do ślubu (średnio więc wskaźnik ten wynosił prawie 70 proc.) [17] . Dziś jednak w społeczeństwie USA czystość przedmałżeńska jest zachowywana zaledwie przez 7 proc. mieszkańców. Choć oczywiście na upadek seksualnych obyczajów ma wpływ nie tylko nieskromność strojów, to jednak trudno nie uciec od konkluzji, iż drastyczny spadek poziomu przedmałżeńskiego dziewictwa „dziwnie” pokrywa się z gwałtownym zredukowaniem powierzchni noszonych przez nas ubiorów.

Warto dodać, iż istnieją przesłanki, iż za plagą nieskromnych mód stoi masoneria. „International Review of Freemasonry”, jeden z organów prasowych wolnomularstwa w 1928 r. tak pisał o taktyce, jaką należy obrać w celu zniszczenia chrześcijaństwa:

Religia nie obawia się ostrza sztyletu, może jednak zaniknąć w wyniku zepsucia. Nie ustawajmy w jego szerzeniu: możemy posługiwać się pretekstem takim jak sport, higiena, sanatoria. Stroje chłopców i dziewcząt muszą odsłaniać coraz więcej ciała. By uniknąć zbyt gwałtownej reakcji, powinno się postępować metodycznie: najpierw obnażmy ich do łokci, potem do kolan, następnie całkowicie obnażmy ramiona i nogi, później wyższe części ciała, klatkę piersiową, etc.” [18] .

Skromnie, ładnie, ale nie „sexi”

Nakreślone wyżej tradycyjne kanony skromności na pierwszy rzut oka mogą nie tylko szokować, ale nawet śmieszyć. Warto jednak wziąć je sobie do serca. Oczywiście, pewne szczegóły w stroju, do których niegdyś przywiązywano wagę, mogą już dziś być nieaktualne. Można na przykład zastanawiać się, czy aby na pewno, współcześnie skromny strój wymaga zakrywania łokci. Rdzeń nauczania o skromności jest jednak aktualny i pozostanie takim, póki nasza natura będzie zraniona przez grzech pierworodny. Większość ludzkiego ciała winna być zakryta, oraz nie podkreślana poprzez krój stroju. Na pewno nie jest tak, iż przed 100 laty skromnym był strój zakrywający prawie całe ciało, a dziś zaś mianem skromnego ubioru można określać chodzenie w samej bieliźnie. Także tradycyjne potępienia kościelne takich miejsc i imprez, jak plaże czy konkursy „piękności” nie wydają się być ściśle uwarunkowane jakimiś kulturowo-historycznymi okolicznościami, a więc dalej zachowują swoją aktualność. Niby dlaczego mielibyśmy bowiem uznawać, iż mieszane plaże i konkursy piękności sprzed 50 – 80 lat były gorsze, od dzisiejszych ich odpowiedników. Przecież, jeszcze przed II wojną światową w takich miejscach i imprezach nie do pomyślenia był strój zwany bikini, nie mówiąc już nawet o topless. A jednak Kościół święty uznawał plaże i ww. konkursy za godne stanowczego napiętnowania. Czyżby dzisiejsze społeczeństwa były już tak zahartowane w cnocie czystości, iż niemal całkowita nagość tam panująca nie była zdolna zasiać w nich zatrutych ziaren nieczystości? Jeśli tak, to należy jedynie pogratulować samopoczucia dzisiejszym ludziom. Samopoczucia, którego – dodajmy – brakowało prawdziwym tytanom ducha, a mianowicie Świętym. Doprawdy żenować musi zadufanie i wiara dzisiejszych ludzi we własną cnotę, gdy porównamy to z ciężkimi bojami i wielkimi środkami ostrożności, jakie przeciw seksualnym pokusom podejmowali Święci. Rezygnacja z plaży to naprawdę niewiele w porównaniu z tarzaniem się w cierniach czy zanurzaniem w lodowatym stawie. Oczywiście wielu nie idzie na plażę w celu snucia pożądliwych myśli i spojrzeń. Jest to jednak marne wytłumaczenie dla tego zwyczaju. Wielu kierowców też nie chce nikogo zabijać jadąc 120 km na godzinę. Nie można jednak twierdzić, iż skoro nie chce się nikogo pozbawić życia, to jazda 120 km/h jest w porządku. Trzeba się wszak liczyć, iż przy takiej prędkości bardzo łatwo jest o groźny wypadek. Podobnie, należy się liczyć z tym, iż widok wielu roznegliżowanych ciał bardzo mocno sprzyja nieczystości, nawet jeśli nie ma się określonego zamiaru zgrzeszyć przeciw cnocie czystości.

Skromny strój nie musi wcale oznaczać chodzenia w łachmanach, co więcej nie kłóci się on z byciem ładnie i gustownie ubranym. Jest jednak, jedno małe „ale”: skromny strój nie może być „sexi” i żadne mody nie mogą tego zmienić. By łatwiej było czytelnikowi zrozumieć w czym rzecz, pozwolę sobie sięgnąć po przykład muzułmanek, amiszek i mennonitek. Dane mi było w życiu na własne oczy widzieć kilkanaście razy niewiasty należące do tychże religii i wyznań. W żadnym wypadku nie można było powiedzieć, iż niewiasty te były zaniedbane czy niechlujnie odziane. Przeciwnie, ich skromny, a zarazem schludny i gustowny strój, w pewnym stopniu dodawał im piękna. Było to piękno, które podkreślało ich niewieścią godność. Gdy porówna się owe skromnie i zarazem ładnie ubrane muzułmanki, amiszki i mennonitki ze strojem większości dzisiejszych niewiast widać wielką różnicę pomiędzy piękną skromnością, a krzyczącą wulgarnością.

Zakończmy te rozważania apelem, jaki swego czasu do niewiast skierował abbe Chassay:

Lękacie się, jak mówicie, jadowitych pocisków śmieszności. Jeżeli nie macie odwagi, nie jesteście siostrami apostołów i męczenników. Jeżeli nie macie odwagi, nie jesteście godne nazwiska chrześcijanki. Jeżeli nie macie odwagi, jak śmiecie, nawet dla najważniejszych przyczyn, narażać się na niebezpieczeństwo świata, który uwiódł i skaził tyle dusz? Ale uspokójcie się; niebezpieczeństwo istnieje tylko w waszej trwożliwej wyobraźni. Najnieprzyzwoitszym jest w kobiecie to, co obraża wstyd, który jest jednym z najszlachetniejszych wdzięków i jedną z najpiękniejszych ozdób jej płci. Jeżeli potrzeba narażać się na szyderstwa, czyliż nie lepiej byłoby znosić te, jakie by spadały na waszą skromność i oględność, niżeli te, które by chłostały z nieubłaganą sprawiedliwością waszą nieskromność?” [19] .


[1] Cytat za: . Ks. Ambroży Guillois, " Wykład historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny i kanoniczny wiary katolickiej", Wilno 1863, s. 270-271.

[2] Cytat za: jw., s. 271.

[3] Patrz: " Katechizm św. Alfonsa Liguoriego" wydany nakładem Towarzystwa św. Michała Archanioła, 1931.

[4] Por. Bp. Tihamer Toth, „Dekalog”, Warszawa 2002, s. 464.

[5] Por. Francis Trochu, Proboszcz z Ars. Święty Jan Maria Vianney 1786 - 1859. Na podstawie akt procesu kanonizacyjnego i nie wydanych dokumentów z języka francuskiego przełożył Piotr Mańkowski, biskup kamieniecki. Poznań 2004, s. 120.

[6] Por: Św. Jan Maria Vianney, " Kazania Proboszcza z Ars", Warszawa 1999, ss. 98-99, 351.

[7] Patrz: Francis Trochu, jw., s. 120.

[8] Cytat za: Ks. Michał Poradowski, „Trybializm a duszpasterstwo misyjne”, „Nova et Vetera”, nr 1/1994, s. 37.

[9] Por. Ks. Ambroży Guillois, " Wykład historyczny, dogmatyczny, moralny, liturgiczny i kanoniczny wiary katolickiej", Wilno 1863, s. 273.

[10] Cytat za: „Maryjny wzorzec skromności”, Zawsze Wierni, nr 4/2001, dodatek „Rodzina Katolicka”, nr 10, s. IX.

[11] Cytat za: jw., s. XXII.

[12] Cytat za: jw., s. XII.

[13] Cytat za: Ks. Stanisław Szarek, " Walka z niemoralnością", Lwów 1929, s. 12-13.

[14] Patrz: Ks. Władysław Wicher, „Teologia moralna”, cz. I, Kraków 1958, s. 179.

[15] Patrz: O. Marcellino IasenzaNiro, " Ojciec" Święty Pio z Pietrelciny. Misja ocalenia dusz. Świadectwa, San Giovanni Rotondo 2006, s. 144.

[16] Patrz: jw., s. 144.

[17] Por. James R. Petersen, Stulecie seksu, Poznań 2002, s. 145.

[18] Cytat za: Ks. Jakub Emily, „Najświętsza Maryja Panna i skromność”, Zawsze Wierni, nr 1/ 2004, (dodatek „Rodzina Katolicka”, nr 24, s. VI).

[19] Cytat za: Ks. Ambroży Guillos, jw., s. 272 – 273.

do góry